Pozwoliliśmy sobie dzisiaj na małe szaleństwo, korzystając z naszych ciał na tyle długo, na ile tylko miałem siły. Niestety, nasze plany przerwało ciche „mrau” i nim nadeszła kolejna tura, usłyszeliśmy ciche tup i już w naszą stronę zmierzał ten mały diabeł. Nim zdążył do nas wejść, Serathion już założył na swoje ciało moją koszulę, a ja chwyciłem za spodnie. I tyle by było z naszego miłego wieczoru... chociaż, nie powinienem narzekać. Taki dzień był mi zdecydowanie potrzebny, i chyba nie tylko mnie. Moje ciało przeżyło mały szok, kiedy po niemalże codziennym stosunku przeszliśmy do takiej przerwy. I wcale lepiej nie będzie, na kociaku też nie wolno jakoś dużo używać uroku. Może wkrótce z tego wyrośnie? Zainteresuje się czymś innym, niż tyko nami? Kupiłem mu troszkę zabawek, ale nawet na nie nie zwrócił uwagi. Tylko my byliśmy w centrum jego wszechświata.
- Dzień dobry – chwyciłem Futerko, podnosząc się wraz z nim z łóżka. Przede wszystkim, trzeba było zmienić pościel, bo ta była tak odrobinkę brudna. Ale tylko zmienić, wypiorę ją jutro, dzisiaj nie mam na to absolutnie siły, a czeka mnie jeszcze jedna sprawa. - Dobrze, że się obudziłeś. Umyjemy cię, i damy prezent, co?
- A mój prezent? - odezwała się moja oburzona Różyczka.
- Ty już dostałeś. Mojego kutasa. Czyż to nie wspaniały prezent? - uśmiechnąłem się do niego zawadiacko, puszczając mu oczko.
- Faktycznie, wspaniały i romantyczny. I taki... świąteczny. Brakowało tylko kokardki na czubku – odpowiedział zgryźliwie, na co parsknąłem śmiechem. Zbyt łatwo mi uwierzył. To przerażające.
- Pod łóżkiem coś mam schowane dla ciebie – odpowiedziałem, kierując się do łazienki. Kupiłem mu koszulę w jego stylu, bogatą, bufiastą, krzyczącą o tym, że jest kimś z wyższych sfer. I oczywiście, zdobienia w motyw róży. Nie mogłoby być przecież inaczej w jego przypadku. - Możesz zobaczyć teraz, jak chcesz. Ja idę wykąpać naszego diabła.
- Pomóc ci z nim może? - zaproponował, a ja tylko pokręciłem głową.
- Myślę, że damy sobie radę, co, łapserdaku? - spytałem, zwracając się do Futerka. A on tylko miauknął cicho, na znak potwierdzenia. - Jak chcesz mi bardzo pomóc, możesz zdjąć tę pościel i założyć nową. A tą przynieść od łazienki, jak zdążysz – odpowiedziałem, nim zniknąłem w środku.
Kąpiel kociaka do najłatwiejszych nie należała, ale dałem sobie z nim radę. Mocno mnie podrapał, jak na tak małego koteczka, niby aż do krwi, chociaż zdałem sobie sprawę z tego, kiedy tę krew zobaczyłem. Tak to nic nie poczułem.... no cóż, nie jest to przecież nic strasznego. Najważniejsze, że kotek nie miał już paprochów w sierści, no i tych martwych robaków. Nie wiem, co ten medyk mu dał, ale zadziałało cudownie.
- No już, już. Czysty jesteś, i piękny. Przeżyłeś wiele tygodni na mrozie, a kąpiel w ciepłej wodzie cię przeraża? Co z ciebie za wojownik? - mówiłem do niego spokojnie, łagodnie, dokładnie go wycierając. Wydaje mi się jednak, że prezent, czyli obróżka i mały sweterek będą musiały poczekać, dopóki jego sierść nie wyschnie.
<Różyczko? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz