Doskonale wiedziałem, że Serathion nie będzie chciał być dla niego surowy. On będzie tym dobrym, tym miłym, u którego kociak zawsze będzie mógł się schować. A ja muszę być tym konsekwentnym. Bo jak ja nie postawię granicy, to kto to zrobi? Nie on. Już teraz stawiam granicę, a kociak sobie nic z tego nie robi. Mam czasem wrażenie, że Futerko prędzej lubi mnie niż jego, co było trochę dla mnie dziwne. To on się z nim bawi. Jest dla niego miły. Spędza z nim więcej czasu. Bierze jego stronę. A ja? Przynoszę mu jeść, jak chodzi o te miłe rzeczy, czasem go pogłaszczę, i to wszystko. Przecież go myłem, powinien się na mnie o to szczerze obrazić. Koty przecież nie cierpią wody, a przynajmniej znaczna większość z nich, i zdecydowanie do nich należał. A on się tym w ogóle nie przejął. Dziwny z niego kot. A może to dlatego, że jestem ciepły? Pewnie dlatego tak to do mnie ciągnie. Gdyby to od Serathiona biło takie ciepło jak ode mnie, pewnie Futerko szczałby mi do butów.
Standardowo, jak tylko wróciłem z jedzeniem dla tego małego czorta, przywitał mnie już przy drzwiach, głośno miaucząc. Jakby wiedział. Powinienem go kiedyś nabrać, i nic mu nie przenieść... albo nie, to byłoby zbyt okrutne. A ja nie jestem aż tak okrutny.
– Ostatni mój akt dobroci na dzisiaj. Od teraz dyscyplina. Czujesz się lepiej, jesteś zdrowy, najwyższa pora poznać zasady – powiedziałem mu, stawiając przed nim talerzyk z delikatnie ugotowanym mięsem. On nadal lepiej niż ja sam. To tak to powinno wyglądać? Nie jestem pewien.
– Nie odpuścisz mu? – spytał Serathion, stając za mną. Od razu do moich nozdrzy dotarł ten cudowny, różany zapach.
– Już nam wchodzi na głowie. A ja mam naprawdę dosyć – przyznałem, odwracając się w jego stronę, by go przytulić. – Zobaczysz, jeszcze mi podziękujesz – dodałem, całując go w czoło. I w tym samym momencie poczułem, jak coś boleśnie wspina się na moją nogę używając swoich pazurków. – Już zjadłeś? Cholero, co jest z tobą nie tak? Czemu nie możesz się tym delektować, jak każdy inny normalny kot? Jesz w końcu teraz lepiej niż ja przez większość swojego życia – mruknąłem do niego, biorąc go na ręce.
– I za to jest ci tak bardzo wdzięczny – Serathion ładnie się do mnie uśmiechnął. Takie zachowanie już na mnie nie działa.
– Mhm. Oczywiście. Zjadłeś, to teraz pewnie chcesz się przespać, co? Patrz. Tu masz miłe gniazdko, cieplutkie, mięciutkie, śpisz tutaj – posadziłem go na fotelu. Futerko patrzył jeszcze ma mnie przez dłuższą chwilę. Kiedy usiadłem na łóżku, powtórzył wczorajszy manewr, ale tym razem mu nie odpuściłem. Złapałem go i z powrotem odniosłem na jego miejsce. I tak jeszcze kilka razy, dopóki w końcu się na mnie nie obraził, zwinął w kulkę i odwrócił tyłem do mnie.
– Chyba jakiś sukces mamy – odezwałem się całkiem zadowolony, zerkając na moją Różyczkę, którą chyba bawiło to całe przedstawienie.
<Różyczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz