Zerknąłem na malucha, uśmiechając się pod nosem. Zdecydowanie on miał najlepiej. Odkąd przyniosłem go do gospody, miał wszystko, czego mógł potrzebować jedzenie, picie, bezpieczny kąt, w którym nikt ani nic mu nie zagrażało. Ciepło bijące od paleniska i ludzkie dłonie, które co chwila ktoś wyciągał, żeby go pogłaskać. A tego, wiedziałem, potrzebował najbardziej.
- Zdecydowanie, trafiło mu się jak ślepej kurze ziarno - Przyznałem po chwili, wcale nie żałując swojej decyzji.
Oczywiście, że to był obowiązek. Oczywiście, że odebrało nam sporą część prywatności i tej intymności, którą mieliśmy, zanim pojawił się w naszym życiu. Teraz zawsze ktoś kręcił się w pobliżu, zawsze jakieś oczy, zawsze czyjaś obecność. A jednak byłem pewien, że za kilka dni, może tygodni, maluch przestanie się nami aż tak interesować. Przyzwyczai się. Odpuścić nam a i my odpuścimy mu. I wtedy znów będziemy mogli korzystać z tej ciszy tylko dla siebie.
- I niczego nie żałuję - Dodałem spokojnie. - Gdybym znalazł jeszcze jednego zwierzaka i musiał go przyprowadzić, zrobiłbym to bez wahania. Nawet jeśli miałoby się to skończyć wyrzuceniem mnie stąd. - Elian uniósł brew w lekkim rozbawieniem. - Choć przyznaję, znalezienie na szybko bezpiecznego kąta byłoby problematyczne… - Zamyśliłem się na moment - Ale myślę, że dzięki mojej pięknej twarzyczce coś by się znalazło. - Elian prychnął cicho. Znałem go zbyt dobrze, by nie wiedzieć, że w gruncie rzeczy nigdy by mnie nie wyrzucił. Mógł mówić, grozić, przewracać oczami, ale to były tylko słowa. I obaj o tym wiedzieliśmy.
- Już oczywiście - Westchnął. - Żadnych więcej zwierząt. Ostrzegam cię. Jeśli przyniesiesz tu jeszcze jakiegoś zwierzaka, bardzo tego pożałujesz. - Ach. To zabrzmiało niemal jak groźba. I, muszę przyznać, całkiem mi się spodobało. Lubiłem takie groźby, same w sobie nie były nawet szczególnie podniecające, ale coś w tonie, w spojrzeniu… Cóż, najwyraźniej byłem naprawdę dziwną istotą. Co zabawne, mojemu partnerowi zupełnie to nie przeszkadzało.
- Lubię takie groźby - Wymruczałem, uśmiechając się do niego zadziornie.
Elian tylko pokręcił głową, wzdychając cicho.
- Ależ ty jesteś dziwny… - Niby to udał przerażonego tym faktem, jednak ja doskonale wiedziałem, że wcale tak nie było.
- Jestem dziwny, to prawda - Przyznałem bez cienia skruchy. - A przy okazji seksowny. Piękny. Bystry. Jadowity. Złośliwy… i co najważniejsze, piękny.
Uśmiechnąłem się szeroko, ukazując rząd śnieżnobiałych, ostrych zębów. Z premedytacją. Wiedziałem, jaki robią efekt.
Elian odpowiedział jedynie pstryczkiem w nos, po czym pokręcił głową z wyraźnym niedowierzaniem, jakby wciąż liczył, że usłyszy coś innego. Cokolwiek innego.
Cóż. Jeśli na to liczył, to grubo się mylił.
Ja wiem, że jestem piękny. Idealny. I wcale się z tym nie kryję. Lubię to pokazywać, lubię, kiedy każdy widzi, jak bardzo jestem piękny. Lubię świadomość, że dzięki temu ktoś mnie pragnie, że spojrzenia zatrzymują się o ułamek sekundy za długo, że myślą o mnie więcej, niż powinni.
Ale nikt mnie mieć nie może.
Bo ja już mam tego jednego, który posiada moje serce. I tylko on ma do tego prawo.
- Zapatrzony w siebie narcyz - Mruknął Elian, bardziej z rozbawieniem niż z prawdziwą naganą. Ot, droczył się ze mną, tak po prostu, dla zasady.
Uniósłem kącik ust w powolnym, pewnym siebie uśmiechu.
- Cóż… - Nachyliłem się bliżej, obniżając głos do szeptu. - To ty wybrałeś sobie narcyza. Skosztowałeś mojego smaku i teraz nie potrafisz się oprzeć. - Nie dałem mu czasu na odpowiedź. Zamknąłem dystans między nami, łącząc nasze usta w namiętnym pocałunku pewnym, świadomym, pełnym tej znajomej iskry, która zawsze między nami przeskakiwała. Jakby świat wokół przestawał istnieć, choćby tylko na tę jedną krótką chwilę. Byłyśmy tylko my. I nic więcej nie miało znaczenia.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz