czwartek, 22 stycznia 2026

Od Serathiona CD Eliana

 Zerknąłem na malucha, uśmiechając się pod nosem. Zdecydowanie on miał najlepiej. Odkąd przyniosłem go do gospody, miał wszystko, czego mógł potrzebować jedzenie, picie, bezpieczny kąt, w którym nikt ani nic mu nie zagrażało. Ciepło bijące od paleniska i ludzkie dłonie, które co chwila ktoś wyciągał, żeby go pogłaskać. A tego, wiedziałem, potrzebował najbardziej.
- Zdecydowanie, trafiło mu się jak ślepej kurze ziarno - Przyznałem po chwili, wcale nie żałując swojej decyzji.
Oczywiście, że to był obowiązek. Oczywiście, że odebrało nam sporą część prywatności i tej intymności, którą mieliśmy, zanim pojawił się w naszym życiu. Teraz zawsze ktoś kręcił się w pobliżu, zawsze jakieś oczy, zawsze czyjaś obecność. A jednak byłem pewien, że za kilka dni, może tygodni, maluch przestanie się nami aż tak interesować. Przyzwyczai się. Odpuścić nam a i my odpuścimy mu. I wtedy znów będziemy mogli korzystać z tej ciszy tylko dla siebie.
- I niczego nie żałuję - Dodałem spokojnie. - Gdybym znalazł jeszcze jednego zwierzaka i musiał go przyprowadzić, zrobiłbym to bez wahania. Nawet jeśli miałoby się to skończyć wyrzuceniem mnie stąd. - Elian uniósł brew w lekkim rozbawieniem. - Choć przyznaję, znalezienie na szybko bezpiecznego kąta byłoby problematyczne… - Zamyśliłem się na moment - Ale myślę, że dzięki mojej pięknej twarzyczce coś by się znalazło. - Elian prychnął cicho. Znałem go zbyt dobrze, by nie wiedzieć, że w gruncie rzeczy nigdy by mnie nie wyrzucił. Mógł mówić, grozić, przewracać oczami, ale to były tylko słowa. I obaj o tym wiedzieliśmy.
- Już oczywiście - Westchnął. - Żadnych więcej zwierząt. Ostrzegam cię. Jeśli przyniesiesz tu jeszcze jakiegoś zwierzaka, bardzo tego pożałujesz. - Ach. To zabrzmiało niemal jak groźba. I, muszę przyznać, całkiem mi się spodobało. Lubiłem takie groźby, same w sobie nie były nawet szczególnie podniecające, ale coś w tonie, w spojrzeniu… Cóż, najwyraźniej byłem naprawdę dziwną istotą. Co zabawne, mojemu partnerowi zupełnie to nie przeszkadzało.
- Lubię takie groźby - Wymruczałem, uśmiechając się do niego zadziornie.
Elian tylko pokręcił głową, wzdychając cicho.
- Ależ ty jesteś dziwny… - Niby to udał przerażonego tym faktem, jednak ja doskonale wiedziałem, że wcale tak nie było. 
- Jestem dziwny, to prawda - Przyznałem bez cienia skruchy. - A przy okazji seksowny. Piękny. Bystry. Jadowity. Złośliwy… i co najważniejsze, piękny.
Uśmiechnąłem się szeroko, ukazując rząd śnieżnobiałych, ostrych zębów. Z premedytacją. Wiedziałem, jaki robią efekt.
Elian odpowiedział jedynie pstryczkiem w nos, po czym pokręcił głową z wyraźnym niedowierzaniem, jakby wciąż liczył, że usłyszy coś innego. Cokolwiek innego.
Cóż. Jeśli na to liczył, to grubo się mylił.
Ja wiem, że jestem piękny. Idealny. I wcale się z tym nie kryję. Lubię to pokazywać, lubię, kiedy każdy widzi, jak bardzo jestem piękny. Lubię świadomość, że dzięki temu ktoś mnie pragnie, że spojrzenia zatrzymują się o ułamek sekundy za długo, że myślą o mnie więcej, niż powinni.
Ale nikt mnie mieć nie może.
Bo ja już mam tego jednego, który posiada moje serce. I tylko on ma do tego prawo.
- Zapatrzony w siebie narcyz - Mruknął Elian, bardziej z rozbawieniem niż z prawdziwą naganą. Ot, droczył się ze mną, tak po prostu, dla zasady.
Uniósłem kącik ust w powolnym, pewnym siebie uśmiechu.
- Cóż… - Nachyliłem się bliżej, obniżając głos do szeptu. - To ty wybrałeś sobie narcyza. Skosztowałeś mojego smaku i teraz nie potrafisz się oprzeć. - Nie dałem mu czasu na odpowiedź. Zamknąłem dystans między nami, łącząc nasze usta w namiętnym pocałunku pewnym, świadomym, pełnym tej znajomej iskry, która zawsze między nami przeskakiwała. Jakby świat wokół przestawał istnieć, choćby tylko na tę jedną krótką chwilę. Byłyśmy tylko my. I nic więcej nie miało znaczenia.

<Elianie? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz