środa, 14 stycznia 2026

Od Serathiona CD Eliana

Patrzyłem na Eliana z uwagą, obserwując, jak delikatnie zajmuje się zwierzakiem. Jak ostrożnie ociera jego drobne ciało, jak ogrzewa je własnym ciepłem, chroniąc przed chłodem. Było w tym coś naprawdę uroczego. I on twierdzi, że nie potrafi zająć się zwierzęciem? Nonsens. Radził sobie znakomicie.
Poza tym nie potrafiłem sobie wyobrazić, by ten maluch został po prostu wyrzucony na ulicę i pozostawiony sam sobie. Był zbyt mały, zbyt słodki i zbyt samotny. Nie mogliśmy go tak zostawić.
- Dona nie lubi zwierząt? - Zapytałem cicho, spoglądając na biedactwo, które ewidentnie potrzebowało pomocy, by nie umrzeć.
Kiedy na niego patrzyłem, widziałem… siebie. Tego samotnego, zagubionego i wygłodzonego chłopca po śmierci rodziców. Tego, którego każdy chciał zabić, zamiast pomóc. Choć przecież nikomu nie zrobiłem nic złego.
- Cóż… Dona lubi porządek - Wyjaśnił Elian, nie mówiąc tego wprost, ale sens był oczywisty.
Starsza kobieta nie przepadała za zwierzętami. Dziwna z niej osoba. A może to rzeczywiście tak jest, jak mówią ludzie? Że jeśli ktoś nie lubi zwierząt, to nie do końca jest dobrym człowiekiem? Nie wiem, czy to prawda, ale słyszałem to wiele razy od tych nielicznych, z którymi dane mi było w życiu porozmawiać.
- W takim razie będziemy musieli go jakoś ukryć - Stwierdziłem. - Tak, żeby Dona go nie zobaczyła. Poza tym do naszego pokoju nie ma prawa wejść… przynajmniej tak mi się wydaje. - Nie byłem tego do końca pewien.
- W teorii nie może - Przyznał Elian. - Ale w praktyce… jeśli usłyszy jakiś hałas albo, nie daj Boże, jego miauczenie, może wejść sprawdzić, co się tu dzieje. - Mówiąc to, przykrył malucha ręcznikiem, jakby chciał dać mu choć namiastkę bezpieczeństwa. - Pójdę po kawałek mięsa - Dodał po chwili. - Niestety nie mamy nic innego. Mam tylko nadzieję, że da radę je zjeść. - Poprosił, żebym pilnował zwierzaka, po czym opuścił pokój, zostawiając mnie samego.
Zostałem z maluchem, delikatnie gładząc go po ślicznej główce. Jego sierść była miękka i ciepła, a on sam drżał lekko pod moim dotykiem.
- Nie martw się - Szepnąłem cicho. - Zaopiekuję się tobą. Nie pozwolę, żeby cię wyrzucili. -Patrzyłem na niego z czułością. Już zdążyłem wymyślić mu imię. Nie wiedziałem, czy przeżyje, ale imię już było.
- Będziesz się nazywał Futerko - Oznajmiłem z lekkim uśmiechem, zadowolony z wyboru.
Po chwili Elian wrócił z niewielkim kawałkiem mięsa. Ostrożnie zajął się karmieniem malucha, a ja siedziałem cicho obok, nie przeszkadzając. Chciałem, by zrobił wszystko, co tylko możliwe.
Chciałem, żeby Futerko przeżył.
Maluch, mimo wszelkich niedogodności, wcinał mięso z zadziwiającą łapczywością. Jadł tak, jakby bał się, że za chwilę ktoś mu je odbierze, chciał więcej, znacznie więcej, choć w rzeczywistości nie mógł już dostać ani kawałka.
Kiedy w końcu się nasycił, jego drobne ciałko rozluźniło się i po chwili zasnął w ramionach Eliana. Wyglądał wtedy tak uroczo… tak spokojnie i niewinnie. Jak każdy maluch, który choć na moment poczuł się bezpieczny.
- Myślisz, że Futerko dożyje jutra? - Zapytałem cicho, niemal szeptem, jakby głośniejsze słowa mogły go obudzić albo spłoszyć ten kruchy spokój.
Elian spojrzał na mnie z wyraźnym zaskoczeniem, unosząc jedną brew.
- Futerko? - Powtórzył. - Dałeś mu już imię? Skąd wiesz, że to on? Poza tym… skąd w ogóle taki pomysł? - W jego głosie nie było złości, raczej czyste zdumienie. Patrzył na mnie, jakby próbował zrozumieć tok mojego myślenia. Wzruszyłem ramionami.
- Po prostu czuję, że to on. I tyle - Odparłem spokojnie. - A imię? Przez to jego mięciutkie futerko. - Nie przejmowałem się specjalnie tym, czy mu się spodoba. Dla mnie było oczywiste. Naturalne. Jakby to imię należało do niego od zawsze.
Spojrzałem jeszcze raz na śpiącego kociaka, a w mojej piersi pojawiło się ciche, uparte pragnienie. Żeby jutro też jeszcze oddychał.

<Elianie? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz