środa, 28 stycznia 2026

Od Daisuke CD Haru

 Mimo jego słów, czułem wewnętrzny niepokój. Że stanie się coś niedobrego, że moje ciało będzie za słabe, albo że dzieci, przez to, że przyjdą na świat wcześniej, będą na coś cierpieć. Intuicja znów podpowiadała mi, że wydarzy się coś niespodziewanego, i nie do końca dobrego. Z brzuchem mnie nie oszukała, czułem, że coś nie gra, że jest za duży jak na jedno dziecko, i miałem rację. A skoro raz miałem rację, drugi raz też muszę ją mieć. Tylko, czy mogę się na to jakoś przygotować? Może więcej czytać o tej sprawie? Pić więcej ziół? 
Albo przygotowywać powoli Haru na najgorsze. Jakoś tak podświadomie czułem, że to ja nie podołam. I ciężko mi się winić, już teraz ledwo dawałem sobie radę, a przecież który to już miesiąc? Piąty? I bywały dni, że nie miałem siły wstać z łóżka. Schylanie się także było coraz to cięższe. I ma być jeszcze gorzej? Ten brzuch ma być jeszcze większy, i cięższy... Nie wiem, jak je na koniec będę dźwigał. Albo brał oddech. Mam wrażenie, że już teraz moje płuca są jakieś takie skurczone, ciężko mi złapać oddech. 
– Martwię się, że nie dam rady – powiedziałem cichutko, dalej wtulony w jego ciepłe ciało. Pachniało jakoś tak bardziej... intensywnie. Dalej pięknie, ale miałem wrażenie, że czułem ten zapach zupełnie inaczej, odkrywałem w nim nowe nuty. 
Uwielbiałem ten zapach. 
– Gdybyś nie dał sobie rady, twoje ciało nie pozwoliłoby ci na zajście w ciążę bliźniaczą – uspokoił mnie, albo przynajmniej spróbował, bo jego argument był beznadziejny. 
– Według biologii już trzynastoletnia dziewczynka jest w stanie zajść w ciążę. Ona i jej ciało też już są gotowe? – uniosłem jedną brew, nieco poddenerwowany. Nie rozumiał. To nie w jego głowie zagnieździła się myśl „coś będzie nie tak” i nie chciała go opuścić. Ale pewnie, po co mnie słuchać, tylko dramatyzuję. 
– Nie o to mi chodziło – powiedział , cicho wzdychając. – Masz wspaniałą opiekę. Lepszą, niż niejedna kobieta. Będziesz w najlepszych rękach, nic ci się nie stanie – obiecał, składając na moim czole delikatny pocałunek. Pomimo jego kolejnych zapewnień, niepokój nie chciał mnie opuścić. – Za kilka dni przyzwyczaisz się do informacji, że nosisz w sobie dwójkę dzieci. I będziesz patrzył na to zupełnie inaczej. 
– Obyś miał rację – powiedziałem cicho, a mój mąż mnie pocałował w policzek. Niepokój z tyłu głowy nie znikał. I szczerze wątpiłem, by kiedykolwiek zniknął. – Proszę, nie mów jeszcze nikomu, że będziemy mieć bliźniaki. Muszę to chyba jeszcze przeprocesować – odpowiedziałem cicho, nie czując się jeszcze dobrze z tym faktem. Pewnie zaraz zaczną się gratulacje, a ja nie wiem, czy to faktycznie taka dobra wiadomość. Na razie mnie ona szczerze przeraża. Nie taki był plan. To, że dam sobie radę, jest naprawdę nikłe. 

<Piesku? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz