Chyba rozumiałem, co miał na myśl, i niekoniecznie byłem z tego zadowolony. Doskonale jednak wiedziałem, że na nic lepszego nie mogłem liczyć, nie z tym małym gnojkiem. Musiałem się więc zadowolić tym, co mi zaproponował. Dam jeszcze temu czortowi kilka dni, i jeżeli po tym czasie dalej będzie taką przylepą, to znów Serathion będzie musiał go uśpić na te dwie, trzy godzinki, bym w końcu mógł go porządnie przelecieć. Męczyło mnie to, ale... co mi pozostało? Większego atencjusza niż niż to małe stworzenie to jeszcze na oczy nie widziałem, a trochę interakcji ze zwierzakami miałem.
- Zawsze mogę go zamknąć w łazience na ten czas – mruknąłem, chwytając w jedną dłoń to małe chucherko. Drugą oczywiście miałem zamiar wpleść we włosy mojej Różyczki, były do tego idealne, mięciutkie, i odpowiednio długie do takich rzeczy.
- Poradzimy sobie bez tego. Poza tym, taki raban by zrobił, że zaraz by Dona tutaj przyszła. Nie chcesz chyba, by nas przyłapała w takiej chwili, prawda? - uśmiechnął się zadziornie, bez problemu rozpinając moje spodnie i w końcu uwalniając mojego penisa z uścisku. Westchnąłem z ulgą, Trochę mi tak niewygodnie było w tych spodniach. Jak miło, że w końcu się mną zajął.
Chciałem mu się odgryźć, ale w tym samym momencie poczułem usta na moim przyjacielu. Wziąłem głęboki wdech, a następnie powoli wypuściłem powietrze, zaciskając palce na jego włosach. Kręcący się kociak trochę mnie dekoncentrował. Jak ja miałem skupić się na pełni przyjemności, kiedy obok mnie tu kręcił się kociak? Musiałem go trzymać, i jednocześnie coś tam go drapać, czy za uszkiem, czy pod bródką... z moich ust wydostał się niekontrolowany, gardłowy jęk, kiedy moja Różyczka zassała się mocniej na główce. Ten cholernik doskonale wiedział, co zrobić, ale to nic dziwnego. Trochę doświadczenia miał, i mnie też już zdążył poznać.
Tym razem pozwoliłem sobie na dojście w jego gardło, bo chociaż wielką miałem ochotę na wystrzelenie na jego twarz, zrezygnowałem z tego pomysłu. Lepiej, żeby wszystko było czyste, całkiem niedawno zmienialiśmy pościel, a jeszcze tamtej nie wyprałem. Uczynię to jutro, od razu też przy okazji zrobiłbym pranie naszych osobistych rzeczy.
- Jesteś niesamowity – przyznałem cicho, gładząc jego policzek i w końcu mogąc wypuścić tego złośnika. Futerko od razu podszedł do Serathiona, jakby chciał się dowiedzieć, co się właśnie stało. Dobrze, że to tylko zwierzak, i niewiele rozumie z tego, co się dzieje.
- A dziękuję, wiem. A ty jesteś bardzo smakowity, jak chodzi o krew i inne rzeczy – uśmiechnął się do mnie lubieżnie, oblizując usta.
- Chociaż, wolałbym się wsunąć w twoje ciasne wnętrze. Jak to diable dalej będzie tak się zachowywać, będziesz musiał znów użyć sztuczki ze snem. Bo ja tak długo nie wytrzymam – dodałem, mówiąc całkowitą prawdę. Potrzebowałem go, jego bliskości, i nie zamierzałem tego ukrywać. Takie drobne przyjemności też są mile widziane, ale to nie to samo, co właściwy, intensywny seks, którego tak w tej chwili mi brakowało. A minął dopiero dzień. Naprawdę mnie mocno zmienił, i jeszcze pewnie jest z siebie dumny, że tak mnie od siebie uzależnił.
<Różyczko? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz