Czy kociak czegoś potrzebował? Nie byłem taki do końca przekonany. Ma w końcu fotel, na którym mu ciepło, miękko i wygodnie, a mimo to uparcie się do nas przymilał. Coś tak czułem, że gdybym coś mu kupił, miałby to gdzieś. Po co więc wydawać na niego pieniądze?
– Nie wiem, czy to podziała. Koty są... specyficzne. I i tak robią, co chcą. Istnieje wielkie prawdopodobieństwo, że mu coś kupię, a on całkowicie to oleje – odpowiedziałem, delikatnie się krzywiąc. – Możemy spróbować po taniości. Poproszę Donę o jakiś koszyk, nawet stary, wyłożymy go może jednym z koców, który i tak nami pachnie i miejmy nadzieję, że to wystarczy. I tak nie ma co kupować posłania, ja później tego taszczyć ze sobą nie będę. Wystarczy mi, że mam swoje i twoje toboły do noszenia.
– Albo tym kocem wyłożyć fotel? – zaproponował Serathion, odwracając głowę w moją stronę.
– Nie zaszkodzi – skwitowałem, po czym podniosłem się niechętnie z łóżka, chwyciłem za jedną z narzut i ładnie ją ułożyłem na fotelu, coś na kształt gniazdka. No czy może mieć coś lepszego? Nie wydaje mi się. Pachnie nami, ma ciepło, ma miło, może się wtulić, schować... i dać nam w końcu spokój. – Patrz. Teraz śpisz tu. A my tam. Rozumiesz? – zwróciłem się do kota, który wygodnie sobie leżał Serathionie i obserwował mnie tymi wielkimi oczami. I zaraz po tym miaukął cicho.
– Dobra próba – zaśmiała się cicho Różyczka. Oczywiście, najlepiej wyśmiewać i nawet palcem nie kiwnąć.
Niezrażony tą porażką podszedłem do kociaka, chwyciłem go, i zaniosłem do jego gniazdka. Ułożyłem go w nim wygodnie, opatuliłem tym nieszczęsnym kocem i znów mu kazałem zostać. Futerko obserwował mnie z uwagą, nawet nie mrugając, a kiedy tylko usiadłem na brzegu łóżka, wygrzebał się z tego koca i zaraz podbiegł do łóżka, bez większego problemu się na niego wdrapując. To będzie ciężkie zadanie... ale ja się nie poddam. Łóżko jeszcze będzie nasze, ja już o to zadbam. A on to będzie musiał zaakceptować.
– Masz szczęście, że jestem zmęczony i nie chce mi się co chwila tam z tobą chodzić. Ale jutro nie dam ci żyć, i się nauczysz tam spać – zagroziłem, opadając na swoje poduszki. Zmęczenie trochę we mnie uderzało. A może to też było spowodowane brakiem słońca? Ostatnio bardzo mało wychodziłem na dwór. Ani nie miałem powodu, by wychodzić na zewnątrz, ani nie miałem takiej ochoty, zwłaszcza w taką pogodę. Ale jeszcze trochę i będzie wiosna, i z większą chęcią będę wychodził na zewnątrz za dnia... no, może też nie będę robił tego za często. W końcu, Serathionowi mogłoby się to nie spodobać, i czułby się bardzo samotny.
– Jakiż ty stanowczy. Aż się dziwię, że cię nie usłuchał – odpowiedział rozbawiony, przysuwając się do mnie. Zaraz też opatulił nas, i tego głupiego kociaka kołdrą, bo i on się przecież do mnie musiał się przytulić.
– Dzisiaj go zaznajomiłem z tym miejsce. Ma taryfę ulgową. Ale jutro mu nie odpuszczę – zarządziłem, przytulając do siebie Serathiona mocno, by móc czuć jego różany zapach podczas snu.
<Różyczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz