wtorek, 27 stycznia 2026

Od Serathiona CD Eliana

 Mój partner naprawdę się postarał. Był konsekwentny, niewzruszony i ani na chwilę nie odpuścił temu małemu spryciarzowi, który uparcie próbował dostać się do nas, przyjść, wtulić się, zrobić cokolwiek, byśmy choć przez moment poświęcili mu uwagę. Mimo ostrego podejścia Elian pozostał nieugięty. Kociak próbował raz po raz, pewnie z kilkanaście razy, ale w końcu zrezygnował. Efekt przyszedł sam, maluch zasnął na swoim miejscu.
Muszę przyznać, że było w tym coś zaskakująco przyjemnego. Może teraz, kiedy zostaniemy sami, nie będzie już próbował wciskać się pod kołdrę ani testować granic naszej cierpliwości.
- Przyznam… jestem naprawdę zaskoczony - Powiedziałem w końcu, obserwując go uważnie. - Poradziłeś sobie. Jestem z ciebie dumny. - Uśmiechnął się z wyraźną satysfakcją, tym charakterystycznym, zadziornym uśmiechem, który zawsze sprawiał, że robiło mi się cieplej. Ruszył w moją stronę powoli, pewnym krokiem, jak ktoś, kto doskonale wie, że wygrał.
- A więc… chyba zasługuję teraz na nagrodę, prawda? - Zapytał cicho.
Zaśmiałem się pod nosem, kręcąc lekko głową. No tak. Skoro tak dzielnie wywalczył władzę nad kotem, nie wypadało przecież zostawić zwycięzcy bez należnego uznania…
- Ależ oczywiście… dam ci wszystko, czego tylko zapragniesz - Zgodziłem się bez wahania, rozsuwając się wygodniej na łóżku i nie spuszczając z niego wzroku.
Mój partner podchodził coraz bliżej, powoli, jakby celowo przeciągał tę chwilę. Położył dłonie na moich udach, a ja pozwoliłem się popchnąć w tył, opierając się o miękką pościel. Uśmiechnął się do mnie zadziornie, dokładnie tym uśmiechem, który zawsze sprawiał, że martwe serce zaczynało bić szybciej.
- Jedyne, czego chcę… to moja słodka różyczka - Mruknął cicho, nachylając się ku mnie.
Zamknął dystans między nami, a jego usta odnalazły moje w namiętnym, pewnym pocałunku. Odpowiedziałem bez wahania, z tą samą intensywnością, pozwalając, by chwila wciągnęła nas całkowicie. Było w tym bliskość, znajomość każdego gestu i ta przyjemna pewność, że obaj dokładnie wiemy, dokąd to prowadzi.
Nie opierałem się jego pragnieniu, wręcz przeciwnie. Pozwoliłem mu prowadzić, pozwoliłem, by krok po kroku zbliżał mnie do siebie, aż cała reszta przestała mieć znaczenie. Jego dłonie były pewne, zdecydowane, dokładnie wiedział, czego chce i jak to ode mnie wziąć. Dopasowałem się do niego bez słowa sprzeciwu, ufając mu całkowicie.
Bliskość między nami była intensywna, niemal przytłaczająca. Czułem jego siłę, jego obecność, sposób, w jaki obejmował mnie, jakby zaznaczał granice świata, w którym istnieliśmy tylko we dwóch. Było w tym coś surowego, ale jednocześnie bezpiecznego jasność ról, napięcie, które zamiast dzielić, tylko nas zbliżało.
Nie musiał nic mówić. Wiedziałem, kim jestem przy nim. I dokładnie tego chciałem.
Chciałem, żeby był przy mnie całkowicie, żebyśmy oboje znaleźli ukojenie w tej krótkiej chwili bliskości, kiedy Futerko spał i nam nie przeszkadzało.
Pozwoliłem mojemu partnerowi prowadzić, zatracić się w bliskości, która była jednocześnie intensywna i tak dobrze obojgu nam znana.
- Ach… muszę przyznać, że naprawdę mi tego brakowało - Wymruczałem z zadowoleniem, gdy powoli się ode mnie odsunął, wysuwając swojego kutasa z mojego wnętrza.
W powietrzu wciąż unosiło się ciepło i to przyjemne poczucie spełnienia.
- Tak? A czy to nie ty drwiłeś ze mnie, kiedy próbowałem nauczyć kociaka spania na swoim miejscu? - Zapytał z lekkim rozbawieniem, obejmując mnie i przyciągając bliżej siebie.
Pozwoliłem się otulić, opierając głowę o jego ramię.
- Może odrobinę - Przyznałem szczerze. - Ale tylko dlatego, że nie do końca wierzyłem, że naprawdę ci się uda. - Uniósł kącik ust w tym swoim spokojnym, zwycięskim uśmiechu. Nie byłem w stu procentach usatysfakcjonowany… ale ciepło jego ramion i bliskość, której obaj ewidentnie potrzebowaliśmy, wystarczały, by poczuć się dobrze. Na tę chwilę, to było dokładnie to, czego nam trzeba było.

<Elianie c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz