środa, 28 stycznia 2026

Od Eliana CD Serathiona

 Czekałem na mojego partnera cierpliwie, skupiając się chociażby na czytaniu. Zszedłem nawet na chwilę na dół, by się napić, pogadać trochę z Doną, która to musiała jak zwykle ponarzekać na mojego partnera. A gdzie to on wychodzi o takiej godzinie, i sam, a po co, a może sobie kogoś znalazł, i ja na to wszystko przyzwalam... bardzo mi przykro było tego wszystkiego słuchać. Miło by było, gdyby po prostu cieszyła się moim szczęściem. Albo jak nie cieszyła, to po prostu tego nie komentowała, tylko poruszała inne tematy. Naprawdę tak nie potrafiła znieść tego, że nie będę z jej córką? Jak na moje to bardzo dobrze. Nie byłbym dla jej córki nikim dobrym. Przyciągam kłopoty. I powoduję kłopoty. Nie nadaję się do normalnych związków. Związek z Serathionem nie jest normalny, oboje jesteśmy ciągle narażeni na niebezpieczeństwo. Nie mówiąc o tym, że on jest wampirem ale lepiej, by nikt o tym nie wiedział.  
Kiedy wypiłem ciepły napój, wróciłem na górę. Futerko dalej cierpliwie spał na swoim posłanku, a ja mu nie przeszkadzałem. Niech się uczy. Jak będziemy spać, może do nas przyjść. Znaczy, jak ja będę, Serathion w końcu nie śpi. Ależ to musi być przykre... nie wyobrażam sobie nie spać. Może i masz dzięki temu mnóstwo czasu, ale sen to nie tylko odpoczynek dla ciała, ale i duszy. Możesz w końcu przestać myśleć, nie musisz się przejmować. A tak jesteś wiecznie ze swoimi myślami. Okropnie. Chyba bym zwariował. 
Czekałem cierpliwie na moją Różyczkę, ale jakoś tak... sam nie wiem. Miałem oczy otwarte, i w pewnym momencie już nie. 
Obudziłem się jakiś czas później, kiedy poczułem, że coś wsuwa się pod kołdrę i do mnie orzytula. Coś okropnie zimno. Otworzyłem od razu oczy, czując nieprzyjemne drżenie ciała. To moja Różyczka wróciła. I to świeżo co. 
– Już? Lodowaty jesteś – mruknąłem sennie, mocno się do niego tuląc, by jak najszybciej go ogrzać. Ale na zewnątrz musiało być zimno, skoro on jest jak sopel lodu. Jeszcze trochę, i zacznie się odwilż, a jak będzie odwilż, to od razu ruszamy. Też mnie trochę mierzi siedzenie tutaj. Jestem w końcu przyzwyczajony do ciągłego podróżowania. Zima zawsze była dla mnie okropna. Musiałem siedzieć w jednym miejscu, i czekać na pierwsze oznaki wiosny. 
– Zaraz mnie ogrzejesz – odpowiedział, tuląc się do mnie. Bylo to przyjemne i nieprzyjemne jednocześnie. 
– Mhm... następnym razem powinieneś jednak troszkę się ogrzać. Będzie mi przyjemniej – powiedziałem cicho, ale mimo tego nie odsunąłem się od niego. 
– Powinieneś się cieszyć, że do ciebie przyszedłem. To wielkie wyróżnienie – powiedział, a w jego głosie usłyszałem rozbawienie. 
– Tego nie neguję – odpowiedziałem, przymykając oczy i zaraz po tym zdałem sobie sprawę z jednej sprawy. Futerko zjadło, ja zjadłem... a on? Jadł wczoraj, nie dzisiaj. – Powinieneś coś przegryźć. Miałeś jeść regularnie, tak? – zmusiłem się do ponownego otworzenia oczu, by spojrzeć na niego z uwagą. I tak prędko nie zasnę, muszę na powrót się nagrzać, a to trochę zajmie. 

<Różyczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz