czwartek, 22 stycznia 2026

Od Eliana CD Serathiona

 Od razu odwzajemniłem pocałunek, pogłębiając go i przyciągając go bliżej siebie. Co za złośnik... okropny złośnik. Ale mój złośnik. I to mi się bardzo w tym wszystkim podobało. Mi on wystarczał na całe moje życie, a ja dla niego mogę być na chwilę. Bo właśnie tym dla niego byłem, ten związek przy jego długowieczności to jak mrugnięcie okiem. Nie wiem, czy bym chciał tak długo żyć. Chyba się do tego nie nadaję. Cieszy mnie moje krótkie życie, które i tak mam wrażenie, że trwa coś za długo przy moim trybie życia. 
Głośne miauknięcie przypomniało nam, że nie jesteśmy tu sami. Niechętnie odsunęliśmy się od siebie, Serathion rozbawiony, ja niezadowolony. Ile jeszcze ten kociak będzie chciał naszej atencji? Ileż można? Nie mogę zwracać za długo uwagi na Serathiona, nie mogę go pocałować, wykąpać się normalnie... 
– Słyszałem, że dziecko jest świetną metodą antykoncepcji. Chyba kurwa nikt nie miał takiego atencjusza wrednego – mruknąłem obserwując, jak to małe stworzenie nieporadnie wchodzi na mój brzuch. – Gorsze to niż dziecko. 
– Daj spokój, jeszcze chwila i się znudzi. Nie to co dziecko. Takim gówniakiem możesz się opiekować kilka lat, a i tak to nie jest pewne, bo zawsze może wyrosnąć na łamagę i ofiarę losu, którą trzeba opiekować się znacznie dłużej – odpowiedział, drapiąc tego małego futrzaka za uchem. 
– I ty narzekasz na dzieci? Jesteś w takim wieku, że o dzieciach to już myśleć powinieneś – zauważyłem zgryźliwie, uśmiechając się do niego głupkowato. – Taki stary chłop, a dzieci nie ma? Kto to widział? – pokręciłem z dezaprobatą głową. 
– I kto to mówi? Masz dwadzieścia trzy lata, gdzie twoja dwójka dzieci? – prychnął, a kącik jego ust drgnął lekko. 
– Cóż, zawieruszyły się w czyjejś dupie – przypomniałem mu, łagodnie się uśmiechając. Ja i dzieci... może nawet jakbym chciał mieć dzieci, nie jest to możliwe. Nie dość, że w związku jestem z facetem, a według mojej logicznej wiedzy nie jest możliwe, by takowy zaszedł w ciążę, to jeszcze nie mam dla nich miejsca. Nie, ktoś o mojej profesji nie jest stworzony do bycia ojcem. Może gdyby nie Serathion, to mógłbym zrobić jak mój mentor, przygarnąłbym dzieciaka, który na potencjał i potrzebuje pomocy, ale bałbym się, że nie zrozumie mojego związku z Serathionem. Jedyne, na co mogliśmy to sobie w tej chwili pozwolić to ten mały czort. I może pies...? Ale to się zobaczy. Na tę zimę atrakcji nam wystarczy. 
– To musisz patrzeć, gdzie ładujesz kutasa – uśmiechnął się do mnie głupkowato. – A tak na poważnie... chciałbyś mieć dzieci? 
A to pytanie było bardzo... dziwne. I nie za bardzo wiem, skąd mu się wzięło. 
– Nawet jeśli bym chciał, to nie mogę. I tego się trzymajmy – stwierdziłem wymijająco, po czym go pocałowałem w policzek. – Wystarczy, że przy nim nie mogę cię całować. I to mnie doprowadza do szału – mruknąłem, patrząc z wyrzutem na kociaka. 

<Różyczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz