Miałem nadzieję, że medyk przekaże dobre wieści odnośnie kotka. Kiedy widziałem, jak mój partner się nim przejmował, chciałem dla niego jak najlepiej. Chociaż do końca nie rozumiałem, jak w tak krótkim czasie przyzwyczaił się do tego stworzenia, to ja zrobię wszystko, by przeżył. Nie wiem co prawda, jak my później będziemy podróżować z tym kotem, trochę się obawiałem, że się może zgubić, albo gdzieś pójdzie w cholerę. Chociaż, Serathion raczej by na to nie pozwolił... nic, zobaczymy wpierw, co medyk powie.
Schowałem kotka za pazuchę i jak najszybciej ruszyłem w stronę budynku, by za bardzo nie marzł i on, i ja. No i też nie chciałem go dłużej głodzić. Wczoraj troszkę zjadł, ale wolałem się upewnić u specjalisty, jak u niego ma wyglądać karmienie. Nie chcę mu zaszkodzić. Wiem, że jeżeli stworzenie, jakiegokolwiek rodzaju czy rasy by nie było, wygłodzone będzie chciało jeść, i jeść, a to jest najgorsze, co może w takim stanie zrobić. Wiem, że daje się małe porcje, i często, ale w jego przypadku nawet nie wiem, czy to, co mamy, jest dobre dla niego.
Medyk dokładnie obejrzał kociaka. Wypytał mnie o niego dokładnie, chociaż sam nie za wiele wiedziałem, i coś czułem, że Serathion też nie za wiele by mi powiedział. Futerko był jedną wielką niewiadomą, znalezioną zimowym wieczorem. Został wymacany, dostał zastyrzyk, jakieś tabletki, przepisano mu jakiś antybiotyk, który mamy mu podać raz dziennie, no i zalecenia; posiłki małe, bardzo małe, co dwie godziny, składający się z ugotowanego, delikatnie przyprawionego mięsa, warzyw, i czasem można dodać twarożku. Dona będzie zachwycona... Medyk pochwalił mnie też za pojenie go, i przyznał, że faktycznie należy go trochę przymusić, bo jest zbyt odwodniony. Najważniejsze było to, że przy odpowiedniej opiece przeżyje. Wystarczy wszystko tylko robić dobrze.
Zapłaciłem nieco potężną sumę i mogłem już wrócić do Serathiona, który pewnie umierał z niepokoju. Wchodząc do gospody od razu poprosiłem Donę o drobny posiłek dla kotka, zgodnie z wytycznymi. Pokręciła tylko z niedowierzaniem głową, coś pomarudziła, ale powiedziała, że zrobi dla niego specjalne danie i później będzie mi wydawać dla niego małe porcje. Chyba jednak ją chwycił za serce, w przeciwnym razie musiałbym z nią dłużej rozmawiać, po nie zrobiłaby jedzenia specjalnie dla kota.
– Jestem. Chcesz go nakarmić? – zapytałem, wchodząc do pokoju.
– Chcę wpierw wiedzieć, czy wszystko z nim w porządku – spytał, a w jego głosie wybrzmiała panika, niby to ukryta pod spokojem.
– Cóż, został przebadany dokładnie i stwierdził, że trzyma się całkiem nieźle. Raz dziennie mamy mu dawać tabletki, karmić co dwie godziny, i poić, dużo poić, nawet jeśli on nie chce, przynajmniej dopóki tabletki się nie skończą. Jak będziemy się tego trzymać, to powoli powinien wydobrzeć. A jak wydobrzeje, to możemy wtedy go wykąpać – oddając mu go. – Tak się jeszcze zastanawiam... może powinienem przynieść tu skrzynkę, z jakimś piaskiem? Tak, by z nim nie chodzić za każdym razem na dwór. I później by się to jakoś wyrzucało...? Sam nie wiem – westchnąłem cicho, zajmując miejsce obok niego.
<Różyczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz