Czy jest się z czego cieszyć? Wydaje mi się, że jeżeli się kogoś kocha, tak naprawdę kocha, powinno się dla jej bezpieczeństwa robić wszystko. Na co mi w końcu te jego wszystkie bogactwa, kiedy nie będę miał go przy swoim boku? Nie zwrócą mi go przecież, jeżeli coś mu się stanie. Mogą mu pomóc chociażby w dojściu do zdrowia, ale jeżeli by umarł... nawet nie chcę wiedzieć, jak wyglądałoby moje życie bez niego. Raz, przez ten paskudny eliksir, miałem możliwość posmakowania chwilowego życia bez niego i to było straszne. Podejrzewam więc, że z jego śmiercią poradziłbym sobie okropnie. W ogóle bym sobie pewnie nie poradził.
- A to nie jest coś normalnego? Na co mi to wszystko, gdyby ciebie zabrakło? Bez ciebie nic nie miałoby sensu – odpowiedziałem, trochę nie rozumiejąc jego słów. On przecież to zrobiłby dla mnie to samo, jeśli trzeba by było.
- Wiesz, nie dla każdego to jest normalne. Nie każdy potrafiłby się tak poświęcić dla drugiej osoby. No i też nikt nie ma takiego obowiązku, człowiek mimo wszystko zawsze powinien patrzeć na siebie, i gdyby to było dla ciebie za dużo zrozumiałbym, gdybyś nie chciał pozbywać się tego wszystkiego dla mnie – wyjaśnił, a po tych słowach mimo wszystko zrobiło mi się trochę przykro. Chociaż, czy powinno? Nie byłem najlepszym człowiekiem, i pomimo lekkiej poprawy, dalej chyba widzi we mnie tego zepsutego osobnika. I za to nie mogłem być na niego zły, zasługiwałem sobie na to.
- Dla ciebie zerwałem zaręczyny, pozbyłem się babki z rezydencji, biegałem za tobą po lesie ze złamanymi żebrami, wykupiłem rezydencję należącą do twojej rodziny tylko po to, by znaleźć sposób okiełznania tej bestii w tobie... co to dla mnie więc przeniesienie się do całkowicie nowego miejsca i rozpoczęcie nowego życia, jeżeli to miałoby ci przynieść bezpieczeństwo – odparłem, mając nadzieję, że po tej deklaracji będzie na mnie trochę inaczej patrzył.
Haru nie odpowiedział na moje słowa. Patrzył się na mnie przez dłuższą chwilę, jakby coś tam sobie w głowie analizował, aż nagle chwycił mój podbródek i połączył usta w namiętnym pocałunku, który oczywiście odwzajemniłem, chociaż nie bez zaskoczenia. Miałem wrażenie, że po tych słowach był mną jeszcze bardziej zachwycony. Ja wiem, że jestem niesamowity w wielu kwestiach, jednak w tej konkretnej niekoniecznie, a on taki zachwycony.
- Jesteś najcudowniejszy i bez ciebie moje życie nie miałoby sensu – odpowiedział, kiedy się ode mnie odsunął, patrząc na mnie z tymi iskierkami w oczach, jakby widział przed sobą kogoś niesamowitego, a to tylko ja, i to jeszcze nie w jakimś specjalnym wydaniu, tylko taki całkowicie normalny, i to jeszcze ukryłem całe swoje ciało, by nie był widać żadnej paskudnej blizny.
- Beze mnie miałbyś kilka blizn mniej, pewnie też twoje wilcze geny by się nie aktywowały, dalej byś sobie żył w tym swoim zimnym domku, spał w niewygodnym łóżku... na pewno byłoby spokojniejsze życie, niż teraz. A już na pewno bardziej bolesne, plecy prędzej czy później umarłyby przez to nieszczęsne łóżko – stwierdziłem, trochę sobie żartując, a trochę moim zdaniem mówiąc prawdę. Czy jednak byłoby bez sensu? Może by kogoś sobie znalazł, kogoś lepszego ode mnie. Może na własną rękę znalazłby swoją mamę. Może. To wszystko polega na gdybaniu. Na razie ma jednak mnie, i mnóstwo problemów z tego tytułu, tego zaprzeczyć nie może.
<Piesku? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz