Rozbawiony słuchałem jego wypowiedzi, czując na sobie nie tylko jego dotyk, ale i spojrzenie, które wręcz mnie przeszywało, przyjemne spojrzenie, które bardzo lubiłem.
Nigdy nie potrzebowałem zbyt wiele, wystarczył mi on sam i nasze dzieci, które były naszą przyszłością, bez względu na to, jak czasu czasem się zachowywały, były jeszcze młode i miały prawo niczego jeszcze nie rozumieć.
Widziałem również, że nie był zadowolony z powodu braku śladów, które pozostawił na moim ciele, cóż, na to akurat nic nie poradzę, woda pomogła mi doprowadzić ciało do stanu idealnego, aby jutro znów mógł zaszaleć, tym razem bardziej i mocniej, abym na pewno o nim pamiętał podczas jego nieobecności.
– Oj no już przecież jutro zrobisz nowe – Zauważyłem, biorąc ręcznik, którym się nakryłem, opuszczając bali.
– A żebyś wiedział, że jutro zrobię nowe i bardziej widoczne, abyś nie zapomniał, kto jest twoim panem – Brzmiał groźnie i wygląd na groźnego, a to mnie bardzo w nim podniecało.
Nim zdążyłem coś powiedzieć, Sorey chwycił mnie za gardło, oblizując swoje wargi.
– Będziesz stękał jak nigdy dotąd, a później będziesz błagał, abym przestał, na twoje nieszczęście to ja zdecydowanie, kiedy przestanę. Czy to rozumiesz? – To brzmiało tak groźnie i jednocześnie podniecająco, aż chciałbym, aby wziął mnie tu i teraz, mimo że wiem o braku takiej możliwości.
Ależ ten facet mnie podniecał, tyle lat, a ja wciąż nie potrafiłem mu się oprzeć.
– Rozumiem – Przyznałem, mięknąc pod jego groźnym spojrzeniem.
– Dobra owieczka – Wyszeptał, puszczając mnie, aby zabrać mój ręcznik porządnie, wycierając moje lodowate ciało, pomagając mi się ubrać tak, w razie, gdybym nie był w stanie zrobić tego zupełnie sam. – Pięknie pachniesz – Wyszeptał mi do ucha, podgryzając płatek mojego ucha specjalnie mnie, drażniąc, ależ z niego drań dobrze wie, że do niczego nie dojdzie, a i tak zaczyna, okrutnik.
– Staram się, jak mogę – Odpowiedziałem, odsuwając go od siebie, aby nie drażnił mojego ciała, które niepotrzebnie się podniecało. – A teraz przepraszam, ale idę spać, jestem strasznie zmęczony – Stwierdziłem, oczywiście trochę, udając, wcale zmęczony nie byłem, jednakże to było jedyna opcja wiążąca się z ucieczką. Nie, żebym miał dość męża, bo tego nigdy był, nie powiedział, bardziej chodziło o to, że drażnił niepotrzebnie moje ciało, a to było nie fair.
– Już? – Zdziwiony ruszył za mną do sypialni, gdzie zamknął za nami drzwi, podążając za mną do łóżka.
– Wiesz, muszę mieć siłę na jutro, aby dać ci to, czego będziesz tylko chciał – Odpowiedziałem, uśmiechając się do niego łagodnie, czekając, aż położy się obok, abym mógł przytulić się do niego, zasypiając w tych gorących ramionach, nie przejmując się jego odejściem nocą, gdy będę spał, nie będzie miało to dla mnie większego znaczenia.
– Tak, to całkiem dobry pomysł, musisz się wyspać, bo ja nie chcę jutro słyszeć, że jesteś zmęczony – Ostrzegł mnie, przytulając do siebie.
– Nie usłyszysz, obiecuję – Wyszeptałem, cicho ziewając coraz to bardziej zmęczony, nie wiem, dlaczego, ale w jego ramionach jakoś tak sen szybciej przychodzi, a ja nie mam siły z tym walczyć. – Dobranoc – Dodałem, powoli, oddając się zmęczeniu.
<Pasterzyku? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz