Jeśli o mnie chodziło, lubiłem podziwiać go w takiej okazałości, nie codziennie mogę podziwiać takiego roztrzepanego i nie do końca porządnego męża, który zawsze stara się wyglądać perfekcyjnie.
– Nie musisz być dla siebie aż tak ostry, przecież doskonale wiesz, że lubię cię takiego rozczochranego – Zauważyłam, Nie rozumiem co go podejścia, znał mnie jak nikt inny na tym świecie, a mimo to czasami zachowywał się, tak jakby widział mnie pierwszy raz w życiu, przecież doskonale wie, jaki jestem, wie, że nie zwracam uwagi na takie szczegóły, no i bardzo podoba mi się właśnie z nieułożonymi włosami. Dlaczego więc aż tak się przejmuje? Czasem nie jestem w stanie go zrozumieć, bo kocham, kocham nad życie.
– Wiem, i to mnie bardzo niepokoi, powinieneś mnie podziwiać, kiedy jestem piękny, a nie, kiedy wyglądam właśnie tak, jak wyglądam – Jego zdanie trochę mnie zaintrygowało, co w jego wyglądzie było takiego złego? Przecież jest piękny, jest uroczy, pięknie pachnie i do tego jest cały mój, doceniam go za to, jaki jest, a nie za to, że jego zdaniem wygląda źle, w ogóle jak ktoś, taki jak on może wyglądać źle? Nie wydaje mi się, niepotrzebnie się aż tak tym zdradza.
– Tak, jak wyglądasz… To znaczy, jak wyglądasz? Bo dla mnie wyglądasz przepięknie, tak pięknie, że chyba nikt piękniejszy nie istnieje – Wyjaśniłem, podnosząc się z łóżka, aby chwycić jego dłoń, którą ucałowałem, okazując mu tym samym szacunek i miłość, na którą zasługuje.
Mój mąż westchnął ciężko, kręcąc głową z niedowierzaniem, czyżby on wątpił w moje włosa? Bo chyba właśnie tak było, wątpił we mnie, a raczej w moje słowa, a to bardzo mi się nie podobało, nawet bardziej, niż może sobie wyobrażać.
– Już tak do mnie nie mów, przecież wiem, że mówisz tak tylko po to, aby poprawić mi nastrój – A ta odpowiedź bardzo mi się nie spodobała.
Wmawia mi, że kłamie? Jak on tak może? Przecież ja bym go nigdy nie okłamał, nie podoba mi się, że wmawia mi coś takiego, tym bardziej że się jak bardzo jestem na tym punkcie przewrażliwiony.
– Nie słodzę bez powodu, mówię ci przecież prawdę i tylko prawda – Zauważyłem, kładąc dłoń na jego policzku, łącząc nasze usta w namiętnym pocałunku. – I proszę, abyś o tym nie zapomniał – Poprosiłem, głaszcząc jego dłonią wargę.
Mój mąż patrzył głęboko w moje oczy, kiwając twierdząco głową.
– To, co idziemy się jeszcze położyć? – Zapytałem, rozciągając się leniwie zmęczony i jeszcze chętny na powrót do łóżka…
– Jeśli chcesz, to idź, ja już podziękuję, nie chce mi się spać, poza tym moje sobie zrobić drzemkę w każdej chwili, ty natomiast musisz wstać maksymalnie późnym popołudniem, aby zdążyć do pracy – Miał rację, mój mąż mógł sobie odpocząć, kiedy tylko będzie chciał, ja natomiast nie będę mógł odpoczywać, to znaczy w teorii mogę odpocząć tak jak reszta strażników, ja natomiast jestem inny, zupełnie inny niż cała reszta, dlatego nocą nie odpoczywam, mimo że mogę.
– W takim razie pójdę jeszcze spać – Ziewnąłem cicho, składając szybki pocałunek na jego czole, nim znów wróciłem do łóżka, wtulając się w poduszkę.
<Paniczu? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz