Oczywiście dałem spać mojemu mężowi nie mając z tym żadnego problemu. Zdecydowanie bardziej wolałbym, aby był wyspany i bardziej czujny, niż żeby mój coś mu się w tej pracy stało, zwłaszcza, że on faktycznie jako jeden z nielicznych coś robi. Nie rozumiem, czemu szef tego nie pilnuje. Na to idą podatki moje i innych, ciężko pracujących ludzi. Przydałaby się tam jakaś mała rewolucja. Tylko, kto by chciał pracować w nocy...? To byłby największy problem, aby znaleźć kogoś, komu by się chciało nadzorować tę hołotę w takich godzinach. Chyba, że wydarzy się jakieś nieszczęście i w końcu ktoś się za to weźmie.
Nie zapomniałem, co takiego Haru miał zrobić po przebudzeniu, ale dałem mu czas. Obiecał mi, że jak wstanie, to się dowie, kiedy wypada jego pełnia, więc wierzę, że jak się wyśpi, to słowa dotrzyma. Ja już dopilnuję, by o tym nie zapomniał. Skoro mamy mieć dzieci, powinien się nauczyć odpowiedzialności, i za innych, i za siebie. Za innych to jeszcze mu ufam, mną opiekuje się bardzo dobrze, strasznie jednak zaniedbując przy tym siebie, a tak być nie może. Dopilnuję, by jakoś to z niego wyplewić.
Starając się zignorować te moje paskudne włosy, skupiłem się w pełni na pracy. Jedne listy trzeba było wysłać, porobić opłaty, zlecić zakupy dla wuja Haru, dla naszej dwójki na weekend... Nie wiem, czy będę miał wtedy czas i siłę, aby coś zjeść, no ale Haru się to na pewno przyda. W międzyczasie moja ręka mimowolnie kierowała się w stronę głowy, próbując ułaskawić jakoś te nieszczęsne włosy. To było silniejsze ode mnie, kiedy miałem świadomość, że coś z nimi nie tak, za wszelką cenę musiałem się nimi jakoś zająć. Nie rozumiem, jak Haru może uważasz, że wyglądam dobrze. Nie posiadam tyłu urody, do którego to pasują tak roztrzepane, nieułożone i sterczące w każdą stronę włosy. Ale on oczywiście twierdził inaczej. Miłość naprawdę potrafi zaślepiać człowieka.
Myślałem, że będę musiał dobudzać Haru, ale on sam wstał dwie godziny później. Jak na moje mógł jeszcze sobie spać, ale skoro jego organizm uznał, że jest gotów do wstania i działania, to niechaj tak będzie.
– Wyspany? – zapytałem, kiedy mój mąż się przy mnie pojawił.
– Nawet wyspany, i zadowolony. A wiesz, dlaczego taki zadowolony? – zapytał, tuląc mnie do siebie.
– Nie mam pojęcia, ale coś czuję, że zaraz mnie olśnisz – odpowiedziałem, zerkając na niego kątem oka.
– Ponieważ od razu po otworzeniu oczu zauważyłem pewnego pięknego panicza – odpowiedział, na co pokręciłem z niedowierzaniem głową.
– Pewnego pięknego panicza? Powinienem się czuć zazdrosny? – zapytałem, unosząc jedną brew. Oczywiście się zgrywałem, ale tego nikt mi nie zabroni robić.
– Nie, oczywiście, że nie. Owszem, nie ma drugiej piękniejszej i bardziej szlachetnej osoby jak on, ale ty i on to ta sama osoba. Ja to dopiero mam szczęście – odpowiedział ładnie i wręcz perfekcyjnie. Nie miałem się do czego przyczepić ani o co być zły. Chociaż... Dalej mogę się podroczyć.
– Czyżby? A ja znam kogoś bardziej przystojnego, i to z nieskazitelnie czystym sercem. Ja, przy tym kimś, to dopiero nijaki i nieważny jestem – odpowiedziałem zgodnie z prawdą. W końcu, ja i szlachetny? Jedyne, co mam w sobie szlacheckiego, to pochodzenie. On zdecydowanie zasługiwał na większe uznanie wśród ludzi za to, co robi i jaki jest.
<Piesku? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz