Miał swoje za uszami i tego nie dało się ukryć, ja jednak nie miałem do niego o to pretensji, ostatnio naprawdę stara się, aby wszystko było dobrze, a i ja robię wszystko, aby tylko go nie zdenerwować, dzięki czemu on nie niszczy kolejnej ściany, a ja nie muszę się bać, że za chwilę coś mi w złości zrobi.
– Chodźmy już do łóżka, nie myśl o tym najważniejsze, że starasz się i robisz wszystko, abyśmy byli szczęśliwi i bezpieczni – Ucałowałem go w czoło, podnosząc się z bali, opuszczając ją jako pierwsze, biorąc dłonie swój ręcznik, którym opatuliłem ciało, podając drugi mężowi.
Sorey owinął ręcznik w pasie, zabierając ten należący do mnie, aby wytrzeć moje ciało. I przyznać muszę, że było to bardzo przyjemne, lubiłem jego dotyk i lubiłem, kiedy wycierając moje ciało, tak niechcący gdzieś otarł ręką, wywołując przyjemny dreszcz przebiegający po całym moim ciele. Coś tak czułem, że gdyby naszych dzieci w domu nie było, na zwykłej kąpieli na pewno by się nie skończyło.
Sorey założył mi koszule i nawet rozczarował włosy, dbając o mnie jak zawsze najlepiej, jak się tylko da.
– Idź już do łóżka, ja przebiorę się, posprzątam i niedługo do ciebie dołączę – Polecił, a ja posłusznie tak jak zachować się powinienem, zrobiłem to, co mi polecił, idąc do łóżka, gdzie, zajmując swoje miejsce.
Czekałem na męża, wiedząc, że zjawi się najszybciej, jak to tylko możliwe i dlatego muszę grzecznie czekać, zamykając swoje oczy, odczuwając narastające zmęczenie. Mimo to dzielnie z nim walczyłem, chcąc zasnąć w ramionach męża, który już za chwilę, a przynajmniej taką, mam nadzieję, do mnie dołączy…
– Już jestem – Słysząc jego głos, poczułem ramiona, które mocno przytuliły mnie do siebie, pozwalając mi odpłynąć do krainy snów, gdzie nie potrzebowałem już niczego…
Obudziły mnie gorące dłonie i usta rozpalające moją jak zawsze lodowatą skórę.
Otworzyłem zaspane oczy, dostrzegając Soreya, który nie tracił czasu, dotykając i całując moją klatkę piersiową, którą odkrył, dopinając koszulę.
– Sorey – Wyszeptałem zaspanym głosem, potrzebując chwili, aby zrozumieć, co dzieje się wokół mnie.
– Obudziłeś cię? Bardzo przepraszam, nie chciałem – Na jego ustach pojawił się zadziorny uśmiech, który doskonale rozumiałem.
Sorey nawet nie czekał na odpowiedź, zbliżając się do moich ust, aby złączyć je w namiętnym pocałunku, który chętnie odwzajemniłem, kładąc dłonie na jego ramionach.
Mój mąż chwycił moje dłonie, odrywając się od moich ust, chwytając w dłonie kajdanki, którymi spiął moje ręce przez cały czas zadziornie się do mnie, uśmiechając, a więc na taką zabawę ma ochotę, niech i mu będzie.
Posłusznie czekając, co dalej ze mną zrobi. Dostrzegłem, leżąc obok obroże, którą zapiął mi na szyję ciągnąć za spiętą z nią smycz, zmuszając mnie do wstania z łóżka.
– Na kolana – Rozkazał, a ja posłusznie wykonałem jego żądanie, przez cały czas uważnie go obserwując. Sorey chwycił w dłonie chustę, którą zawiązał mi na oczach, uniemożliwiając patrzenie. – Otwórz usta – Jego ton był rozkazujący, a to wywoływało dreszcze podniecenia na moim ciele. Robiłem to, co mi kazał, czując knebel, który znalazł się w nich ustach, uniemożliwiając mi zamknięcie ust. – Dobra suka – Wymruczał, mocno szarpiąc za smycz, drugą dłoń, kładąc na moich włosach, mocno się na nich zaciskają, wpychając swojego przyjaciela w moje usta, którego od razu zaczęłam masować językiem doskonale, wiedząc co mam robić.
<Pasterzyku? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz