Nie miałem nic przeciwko, aby Sorey przygotował nam po gorącej czekoladzie, gdy ja z dziećmi wszystko przygotuję do gry, na wspomnienie, które naprawdę się cieszyłem, mając nadzieję, że nasze dzieci naprawdę chcą spędzać z nami czas, a nie jedynie planują coś przed nami ukryć, bo tego chybabym im nie wybaczył.
– Gdzie tata? – Dzieci od razu dostrzegły nieobecność ich taty, który przecież zaraz przyjdzie, oni chyba naprawdę, chcąc po prostu spędzić czas z tatą, Nie wiem, dlaczego tak bardzo im nie ufa, choć w sumie nie… Wewnętrznie też trochę im nie ufam. Wiedząc, jacy potrafią podstępni być.
– Zaraz do nas dołączy, zrobi tylko gorącą czekoladę dla każdego z nas – Odpowiedziałem, uśmiechając się łagodnie do dzieci.
Nasze pociechy kiwnęły głową, zajmując swoje miejsce przy stole i ja zrobiłem to samo, zajmując miejsce obok nich, wyczekując przybycia Soreya, który jeszcze dla nas przygotowywał gorący napój.
– Już jestem, proszę – Mężczyzna przyniósł gorące napoje naszym dzieciom, która od razu grzecznie podziękowały.
Chyba jednak dobrze je wychowaliśmy mimo ich czasem irytującego, a czasem dla nas dosyć niezrozumiałego zachowania. Taki jednak są nastolatki nieprzewidywalne i czasem bardzo irytujące, ale i tak ich kochamy, bo w końcu to nasze dzieci.
– Już idę po twój napój – Zwrócił się do mnie, składając na czubku mojej głowy, szybki pocałunek nim zniknął mi z oczu, wracając szybciej, niż zdążyłem nawet pomyśleć, dostając kubek w swoje dłonie.
– Dziękuję – Uśmiechając się pięknie, zrobiłem mu miejsce obok siebie, biorąc pierwszy łyk gorącego napoju.
– Ja zaczynam – Hana chwyciła kostki w dłonie, rzucając je na stół, wyrzucając równo sześć oczek. I tak o to rozpoczęła grę, jako pierwsza tuż za nią był Haru, ja i Sorey, który postanowił, że jako ostatni będzie rzucał kostkami.
I tak oto nasza gra rozpoczęła się, czy skończyła się ona dobrze? I tak, i nie. Nasze dzieci trochę obraziły się na siebie za to, że jedno wygrało, drugie przegrało, ale w następnej rundzie znów remisowali lub ogrywali się be nawzajem, trochę to wyglądało, tak jakby grali bardziej ze sobą nie z nami, ale czy nam to przeszkadzało? Nie wiem, jak mojemu mężowi, ale mi zdecydowanie nie, doskonale wiem, jak potrafię się kończyć wspólne gry, dlatego wolę się w to nie wtrącać, niech grają między sobą, a jednocześnie z nami.
– Mam dość – Hana odsunęła od siebie kostki, podnosząc się z krzesła. – Nie będę w to grała – Dodał, obrażona za wynik gry.
Córka odeszła, a tuż za nią podążył nasz syn, kończąc tym samym naszą grę.
– No dobre, to było bardzo dziwne. Rozumiesz, w ogóle, o co im chodzi? – Zauważył mój mąż, odprowadzając nasze potomstwo wzrokiem jeszcze chyba nie do końca, wiedząc, co się w tej chwili wydarzyło, nie, żebym ja wiedział, jedynie podejrzewam, znając zachowania naszych dzieci.
– Nie do końca rozumiem, a jedynie podejrzewam. Chyba obraziły się na siebie za grę, a raczej za konkurencję, którą sami sobie zrobili – Wyjaśniłem, nie widzę co innego rozwiązania całej tej dosyć pokręconej sytuacji.
– Tak myślisz? – Dopytał, pomagając mi posprzątać grę.
– No wiesz, mogę to wywnioskować z ich zachowania, a dokładnie tego, co działo się podczas gry – Wyjaśniłem, chowając wszystko na swoje miejsce.
<Pasterzyku? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz