Miałem myśleć o sobie? To przecież strasznie nudne byłoby. Zresztą, po co mam myśleć o sobie, kiedy mam wspaniałą rodzinę, o którą walczę? To oni będą moim czynnikiem do działania. Przede wszystkim, gdyby nie oni to by mnie tam nie było, dlatego tak tym bardziej tylko ich powinienem mieć w głowie, by nie zapomnieć o nich. Dziesięć lat to mnóstwo czasu, niektóre rzeczy mogą się u mnie zacierać, zwłaszcza szczegóły, a szczegóły są przecież najważniejsze.
– Zdecydowanie bardziej wolę myśleć o was niż o sobie. Jeszcze zacznę o was zapominać, tego strasznie bym nie chciał – wyznałem, gładząc kciukiem jego mięciutki policzek. Strasznie mi będzie ich wszystkich brakować, ale już koniec żalenia się nad sobą. Na to będę miał mnóstwo czasu, a teraz powinienem skupić się na nich, by wykorzystać ten pozostały mi tu czas jak najlepiej. Dzieciaki może nie będą traktować tego czasu jakoś szczególnie z szacunkiem, w końcu stary ojciec za miesiąc wróci i przez te cztery tygodnie można szaleć. Obiecały mi, że będą grzeczne, i będą pilnować mamy, no ale ja już ich znam, na pewno wykorzystają fakt, że mnie nie ma, a jest mama, którą łatwiej udobruchać. Na szczęście będzie jeszcze Lailah, która ich przypilnuje. Nie wiem, czy będzie tak surowa, jak ja, ale na pewno lepiej nad nimi zapanuje.
– Nie zapomnisz. A nawet jeżeli, to po powrocie ci o wszystkim przypomnę. Ale jak nie wrócisz...
– Jestem słaby, ale nie na tyle słaby, by tam zginąć. Mam propozycję. Do końca tego tygodnia już nie wspominajmy o tej mojej małej wyprawie, dobrze? Zachowujmy się tak, jakby to były normalne dni, bo to przecież są normalne dni. Dokończysz obiad, zjecie go, porozmawiamy sobie, później posprzątamy i może udamy się na spacer? Pójdziemy nad jezioro, odstresujesz się, zrelaksujesz – zaproponowałem, nie przestając gładzić jego cudownej skóry.
– Nie wiem, czy będę potrafił żyć tak normalnie – odpowiedział, czując wielką niepewność. Gdyby tak wiedział, że nie będzie mnie kilka tygodni, zupełnie inaczej by się zachowywał. To bardzo, ale to bardzo niedobrze. I teraz ja przez te dziesięć lat będę martwił się, jak on to będzie przeżywał. Ile czasu tam u niego mija. No i też oczywiście odliczać będę do mojego powrotu. Przy odrobinie szczęścia rozwalę oponenta moim geniuszem faktycznym i zostanę wypuszczony wcześniej...? Miło by by było, owszem, ale trochę w to wątpiłem. Nie kojarzyłem, bym miał kiedykolwiek styczność z wojną, z zarządzaniem... Naprawdę będę się czuł bardzo nie na miejscu, ale czy to moja wina? Ja od razu stwierdziłem, że mnie z kimś pomylił, ale ten mnie nie słuchał. Żeby się nie zdziwił więc, jak co do czego dojdzie.
– Będziesz, musisz być tylko dobrej myśli. Skupić się na czymś, i będzie ci mijać czas, a już na pewno znacznie szybciej, niż mnie – pocieszałem go, całując jego czółko. – Uśmiechniesz się dla mnie? – poprosiłem, na co mój mąż faktycznie niepewnie uniósł kąciki ust. Malutki uśmieszek, ale to zawsze uśmiech, więcej potrzebować do szczęścia... no, może coś tam bym jeszcze znalazł, ale na razie to mi wystarczy. – Dziękuję. A teraz skup się na obiedzie, nie chcemy, by coś się przypaliło – zwróciłem mu uwagę, ruchem głowy wskazując na jego garnki. Nie wiem, co tam robił, ale na pewno coś tam dobrego przygotowywał i nie chcę, by się to zepsuło.
<Owieczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz