czwartek, 20 marca 2025

Od Mikleo CD Soreya

Miałem wykonać coś ręcznie, hym to bit problem potrafiłem szyć, potrafiłem te, dziergać na drutach przydatną cechą przy posiadaniu dzieci.
Dzięki temu będzie mógł coś mu zrobić, tylko co? Pomyślę i zobaczymy, co będzie dało się zrobić.
– Dobrze, w takim razie przygotuję ci coś zrobionego własnoręcznie, tak abyś nie musiał się martwić innymi demonami – Zapewniłem, jeszcze nie wiedząc co mam przygotować, ale coś dla niego zrobię i postaram się, aby był z tego prezentu, naprawdę zadowolony tak jak zadowolony jest z każdego innego, a przynajmniej, tak mi mówi.
– Jestem pewien, że cokolwiek by to nie było będzie piękne tak jak dłonie, które będą to robić – Uchwycił wspomniane wcześniej dłonie, całując ich wierzch.
Kochany, mam tylko nadzieję, że nie zmieni się, gdy tylko zejście tak na dół, bo szczerze trochę się tego obawiam. Piekło może go zmienić, i to zmienić nie do poznania, a ja nie chciałbym, aby wciąż był sobą, a przynajmniej na tyle sobą, na ile jest to możliwe.
Nie oczekuję, że stanie się lepszy, bo to nie było możliwe mam, tylko nadzieję, że po prostu nie stanie się gorszy, niż już teraz potrafi być.
Oczywiście ma chwilę dobre i chwilę złe jednak nie mogę oczekiwać, że będzie tak dobry, jak był, kiedy stał się aniołem, natomiast nie jest tak zły, jak może się stać, kiedy nasiąknie piekłem.
– Zrobię, co trzeba – Zapewniłem, wtulając się w jego ciało, chcąc przez chwilę ukryć się w jego ramionach, potrzebując jego bliskości, jego ciepła i towarzystwa, którego na pewno będzie mi brakowało przez najbliższy miesiąc.
Sorey przytulił mnie do siebie trochę za mocno, jednak w tej chwili wcale mi to nie przeszkadzało wręcz przeciwnie im bliżej i mocniej mogłem go poczuć, tym dla mnie lepiej.
– Mamo, tato – Usłyszeliśmy głośny naszych dzieci, które zwróciły naszą uwagę wreszcie, wychodząc ze swoich pokoi. – Możemy spędzić z wami trochę czasu? – Odezwali się równocześnie jak to w zwyczaju miały bliźniaki.
– Może w coś pogramy? – Tym razem Hana zadała pytanie, wyprzedzając swojego brata.
Obaj naprawdę bardzo zdziwieni spojrzeliśmy na siebie, nie do końca rozumiem, co tak właściwie się wydarzyło, co tak nagle ich na to wzięło? Czyżby doszło do nich, że zostaną na miesiąc bez swojego taty? Czyżby aż tak to ich zachęciło? Nie jestem pewien, ale bardzo się cieszę, jeśli faktycznie to właśnie z tego powodu.
– Oczywiście, jeśli bardzo chcecie, my z mamą nie mamy nic przeciwko, wręcz przeciwnie bardzo chętnie z wami pogramy, bo pogramy prawda? – Od razu spojrzał na mnie o dziwo naprawdę, ekscytując się zachowaniem naszych dzieci, no cóż, skoro tak bardzo mu na tym zależy, ja nie mam nic przeciwko, aby z nimi pograć, zawsze to miła odmiana od stresu, który panuje w mojej głowie, a który bardzo dokładnie staram się ukryć.
– Czemu nie, to naprawdę dobry pomysł – Zgodziłem się z pomysłem naszych dzieci od razu dostrzegająca radość malującą się na ich twarzach. – Najpierw, jednak powinniście przynieść grę, no i oczywiście przygotować stół samo się nie zrobi – Zauważyłem, a nasze dzieci bez słowa od razu zabrały się do pracy.
– Trochę to dziwne nie uważasz? – Zapytał cicho Sorey, zerkając na mnie kątem oka.
– Może coś do nich dotarło – Odpowiedziałem, ruszając powoli w stronę co, aby choć odrobinę pomóc dzieciom w przygotowaniu wszystkiego do gry.

<Pasterzyku? C:> 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz