Czemu miałoby mi być dobrze? Do takiego stanu jeszcze mi daleko, potrzebowałbym wtedy wbić się w jego wnętrze. Wtedy, oj, wtedy byłoby mi dobrze. Ale tylko chwilowo. Doznania sensoryczne byłyby oczywiście bardzo wspaniałe, ale słuchowe? Przecież musiałbym zatkać mu usta ręką, by dzieciaki niczego nie usłyszały, a to już nie to samo, przyznać muszę.
– Czy ja wiem? Uznałem, że muszę coś mieć w dłoniach, a twoje pośladki jakoś tak się idealnie w nie mieszczą. No jakby były do tego stworzone. Co więc miałem zrobić? One mnie wołały. Musiałem podążyć za ich głosem – odpowiedziałem głupio, na co Mikleo tylko się zaśmiał.
– Więc twierdzisz, że moje pośladki do ciebie mówią? Obawiam się, że to objaw jakiejś choroby – odpowiedział, nie przestając myć mojego ciała. Oczywiście to było tylko mycie, i ja to rozumiałem. Dzieciaki opuszczą dom, odpowiednio się oddalą i wtedy zdecydowanie nie dam mu spać. I tak będzie przez najbliższe dni, aż do mojego opuszczenia tej ziemi, nie licząc może tych ostatnich dwóch dni, bo to weekend no i dzieciaki będą w domu. I też Lailah ostatniego dnia przylatuje... to tym bardziej powinienem wykorzystywać najbliższe dni maksymalnie. Znaczy, może nie maksymalnie, bo mój mąż jeszcze będzie musiał jakoś znaleźć siły i czas na mój prezent. Bardzo chciałbym coś zabrać ze sobą, co by mi o nim przypominało.
– A to nic dziwnego, bo ja jestem przecież chory. Chory z miłość do ciebie i twojego pięknego ciała – powiedziałem zgodnie z prawdą, co wywołało uśmiech na jego twarzy. Co miałem powiedzieć, mój mąż jest najcudowniejszy. Dosłownie jest spełnieniem moich marzeń, jak chodzi o jego osobowość oraz wygląd, a o to przecież trudno, by dwie takie rzeczy połączyć. Naprawdę mam wielkie szczęście, że mam jego. Jest sensem mojego życia, i zawsze nim będzie. Dla niego będę w stanie zrobić wszystko, wrócić z każdej zatęchłej dziury, wyzwać każdego przeciwnika bez względu na takim, kim miałby być, by obronić jego i jego honor. Nigdy nie czułem tak silnego uczucia do kogokolwiek, a przynajmniej tak mi się wydaje. Nie wiem, jak to było, kiedy byłem człowiekiem. Wiem, że ja byłem pierwszym Miki'ego, ale czy Miki był pierwszym moim? Nie mam pojęcia. I nie wiem, czy to ważne w tym momencie, bo nawet jeżeli kogoś bym miał, to nikt już nie żyje z tamtego życia. Zresztą, mając tak cudowną istotę przed sobą i tak nie musiałbym o nikim innym.
– A ponoć demony są okrutne – Mikleo pokręcił z niedowierzaniem głową, opłukując moje ciało.
– Bo jestem okrutny. Ale czemu miałbym być okrutny dla najwspanialszego anioła dla świecie? Chociaż... czasem mi się zdarza – powiedziałem, spuszczając wzrok. Staram się pozbywać tej złości podczas polowań, a że nie jest to zbyt często, dalej jej mnóstwo we mnie jest. To, że jeszcze nie wybuchnąłem, zakrawa o mały cud.
– Poniekąd ci daję powody. Nie jest to wytłumaczeniem do tego, co mi robiłeś, ale też nie bierze się to znikąd. No i ostatnio nie jest źle. Widzę, że się starasz, i bardzo dobrze ci to wychodzi – odpowiedział, po czym mnie ucałował w usta.
– Jesteś za dobry, skoro mówisz mi teraz takie rzeczy. Tej dziury w ścianie nic nie jest w stanie wytłumaczyć – odpowiedziałem, tuląc go do siebie.
<Owieczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz