Cieszyłem się, że Miki, pomimo jego obaw, zgodził się na moją propozycję zachowywania się normalnie i mimo wszystko stara się, by wszystko wyglądało to nawet normalnie. Czułem tę jego niepewność, strach, smutek, ale po mojej prośbie już mi tego nie pokazywał. Naprawdę miłe z jego strony. Nie lubiłem, kiedy się nade mną żalił, bał się o mnie, zbytnio przejmował. Czułem się wtedy strasznie słaby, bo przecież dba o mnie ktoś, o kogo to ja powinienem dbać. Muszę być silny dla niego i dla rodziny, dla każdego mojego dziecka. Tylko, co też oznacza bycie silnym? Jak chodzi o bycie silnym fizycznie, to jakbym miał siebie sam oceniać wydaje mi się, że mógłbym rzucić Serafinowi wyzwanie i miałbym szansę wyjść z tego zwycięsko bez niczyjej pomocy. Psychicznie też muszę być silny; by nie ulec tym wszystkim pokusom stania się coraz to silniejszym, powstrzymać się od zabijania tych wszystkich obrzydliwych ludzi, nie krzywdzić Mikleo podczas naszych zbliżeń, panować nad złością. Odkąd jestem demonem, mam jej w sobie mnóstwo, i czasem, pomimo moich starań, przesadzam, o czym zdaję sobie sprawę dużo po fakcie. Oby po tej wizycie w piekle ta złość albo utrzymała się na tym poziomie, albo może zmalała. Może bym się jej jakoś pozbył? Będę miał mnóstwo czasu, i sposobności na to, by się jej pozbyć. Na pewno nie jeden demon będzie mnie tam irytował. Przywalę jednemu, drugiemu w mordę, to na pewno poczuję się lepiej.
- Nie wiadomo? A co z moją piękną pogodynką? Chyba mi kiedyś nawet wspominałeś, że potrafisz wcześniej wyczuć, czy będzie padać, czyż nie? – odpowiedziałem, zakładając płaszcz na swoje ramiona. Skoro już nie pracuję, pozbyłem się na dobre tego zapachu obrzydliwego i w końcu mogę go nosić. Co prawda, nic mi nie da, albo raczej, niewiele da, zapewni tylko komfort psychiczny. Skoro wtedy, udając się na święta do dzieciaków, nic mi nie było, to teraz tym bardziej nic mi nie będzie.
- Racja... przepraszam, mam dużo na głowie – westchnął ciężko. Mój biedaczyna. I jak ja mam być później o niego spokojny? I się nie przejmować nim, dziećmi? Codziennie będę zastanawiać się, jak on się czuje. Jaka szkoda, że nasza telepatyczna komunikacja nie będzie działać, ale ma to sens. Jakby to wyglądało? U niego mija sekunda, u mnie najpewniej kilka dni. Może gdybym znalazł jakiegoś posłańca, który i tak udawałby się na ziemię, i mógłby przekazać wiadomość mojemu mężowi... nie, żaden demon nie może się do niego zbliżyć, a ja nie mogę się spoufalać i ufać demonom. Przez ten miesiąc będzie sobie jakoś beze mnie musiał poradzić, a ja bez niego. - Wygląda na to, że nie powinno padać.
- Cudownie, przynajmniej dla mnie. Gorzej dla ciebie, deszcz dobrze by ci zrobił – odpowiedziałem, wołając do siebie Banshee i Psotkę. I im dobrze spacer zrobi. Byleby tylko tutaj dzieciaki były bezpieczne... powinny być.
- Dobrze mi będzie, kiedy się położymy i będę mógł wtulić się w twoje ciepłe ciało – odpowiedział, a ja zauważyłem, że już kolejny raz wspomina o położeniu się. On raczej lubił aktywności, a teraz się chce położyć...
- Może się nie położymy, ale w trakcie spaceru mogę cię przytulać. Czy teraz jest ci lepiej? - zapytałem, podchodząc do niego i robiąc to, co wspominałem; położyłem mu rękę na biodrze i zaraz do siebie przyciągnąłem. Spacer dla zdrowotności, i dla zwierzaków, i się położymy, spędzając grzecznie czas. Ze względu na dzieciaki nie mogę sobie pozwolić na nic innego, ale to nadrobimy jutro, kiedy pójdę do szkoły. Muszę dopilnować, by jego ciało pamiętało o mnie przez cały miesiąc mej nieobecności, ale też nie mogę go za bardzo skrzywdzić, by go nie uszkodzić.
<Owieczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz