sobota, 15 marca 2025

Od Daisuke CD Haru

 Jak zwykle zbyt bardzo sobie nie ufa. Nieważne, ile razy nie panował nad swoją przemianą, zawsze coś sprawiało, że mnie nie atakował, że się powstrzymywał. Może raz, na samym początku była sytuacja, która to mogła skończyć się bardzo niebezpiecznie, gdyby nie mój wierzchowiec, ale to były początki. Poza tym, i tak się wtedy wahał i może nawet interwencja Ignisa nie byłaby potrzebna... no, ale nie ma co tego roztrząsać. Nic mi nie zrobił. Nic specjalnie, a to najważniejsze było. 
– A może to ty za bardzo nie ufasz sobie? – odpowiedziałem, odbijając piłeczkę. – Miałeś mnóstwo sposobności, by uczynić mi krzywdę i zawsze finalnie się powstrzymywałeś. Zastanów się nad tym. A teraz chodź, nie możesz się spóźnić do pracy – poleciłem mu, podnosząc się z łóżka. Przyjemnie mi się tu z nim leżało i w ogóle, ale jego obowiązki wzywały. Jak dla mnie w ogóle pracować nie musiał, ale chciał, więc skoro chciał, to niech pracuje. Najważniejsze, by czuł się szczęśliwy, i jeżeli ta praca sprawia, że się czuje szczęśliwy, to niech pracuje. Dla niego wszystko. 
– No tak, tak – Haru także podniósł się do siadu, rozciągając się leniwie. – Oby wkrótce było lepiej – dodał cicho, podnosząc się z łóżka. 
– Będzie lepiej. Ciało się przyzwyczaja – odpowiedziałem, nakładając na ciało ciepły sweter. 
– A ty co wyprawiasz? Zimno ci? – spytał, podchodząc do mnie zmartwiony. 
– Jeszcze nie, ale chcę cię odprowadzić do bramy. A tam zimno mi być może – wyjaśniłem, patrząc na niego wyczekująco. Już raz go pospieszyłem, wierzyłem więc, że drugi raz tego robić nie muszę. 
– Ale wiesz, że nie musisz? – zapytał, otwierając drzwi i przepuszczając mnie w nich, co było bardzo miłe. 
– Nawet gdybym musiał, nie zmusiłbyś mnie. Myślałem, że o tym już wiesz – odpowiedziałem, lekko oburzony, że założył to, że do czegokolwiek się zmuszam. Wszystko, co robię, robię, ponieważ chcę. Owszem, robię to też dla niego, ale nie na siłę. Tyle razy zmuszałem się do czegoś ze względu na swoje pochodzenie, na babkę, więc teraz nic nie sprawi, że będę robił coś wbrew sobie. 
– No tak, głupi ja, ale ja się tylko o ciebie martwię – powiedział, znów po dżentelmeńsku się zachowując i nakładając na moje ramiona płaszcz. 
– Martw się o to, co będzie w pracy, bo to nie ja będę całą noc pilnował bezpieczeństwa tego miasta – wyjaśniłem, trochę go nie rozumiejąc. O co tu się martwić? Jestem w bezpiecznym miejscu, ciepłym miejscu, mam wszystko pod dostatkiem i nic mi nie grozi. Naprawdę nie ma o co tu się martwić. – Uważaj na siebie i wracaj do mnie szybko – dodałem, kiedy wyszliśmy na paskudnie zimny dwór. I pomyśleć, że będzie tylko gorzej... może to nawet dobrze, że już wkrótce nie będę musiał nigdzie wychodzić. I tak nie miałbym za bardzo ochoty opuszczać ciepłego domku.
– Tak zamierzam uczynić. A ty, jak będziesz zmęczony, nie zasypiaj na biurku, tylko się połóż – pouczył mnie, na co pokręciłem z niedowierzaniem głową. 
– Raz mi się zdarzyło i już mnie pouczasz – mruknąłem, trochę z tego faktu niezadowolony. Zazwyczaj to ja pouczałem jego, i to znacznie bardziej mi się podobało. 
– Raz? – powtórzył, unosząc znacząco brew.
Na tę wypowiedź chwyciłem jego koszulę i przyciągnąłem go do siebie, zmuszając do schylenia się tylko po to, by ucałować jego usta na pożegnanie.
– Pierwszy i ostatni raz – potwierdziłem, na koniec podgryzając zalotnie jego dolną wargę. 

<Piesku? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz