Przyznać muszę, że jego zachowanie bardzo mi się podobało. Lubiłem, kiedy był taki zalotny szkoda tylko, że w tym momencie nic nie mogę z tym zrobić, musząc pójść do pracy.
No nic, jeszcze będzie okazja, aby to nadrobić.
– Oczywiście, jak mógłbym w to nie uwierzyć – Łagodny uśmiech pojawił się na moich ustach, ucałowałem go w nos, musząc odsunąć się już od niego, aby wyruszyć do pracy, gdzie zdecydowanie nie będę się nudzić, tego akurat mogłem być pewien. – Do zobaczenia – Pożegnałem się z moją połówką, ruszając w stronę koszar, gdzie miałem dosyć spory kawałek, a to może i nawet dobrze rozejdę zmęczenie, dzięki czemu będę, żywszy i bardziej chętny do pracy.
Dzisiejszy dzień cóż był trochę bardziej wymagający, zostałem sam na straży, oczywiście jako jedyny chętny do pracy, cała reszta po prostu siedziała i czekała na następny dzień.
Trochę tak dziwnie pracować nocą, kiedy wiesz, że cała reszta straży odpoczywa, nie chcąc nawet wyjść z koszar. A to dlaczego? Nikt ich nie kontroluje, a więc tak naprawdę nie muszą pracować, co jednak w sytuacji, jeśli doszłoby do jakiegoś wydarzenia, morderstwa, ataku lub kradzieży? Jak wtedy patrzy na to nasz szef? Jestem bardzo ciekawy, czy ponoszą za to jakieś konsekwencję? A może to tylko ja za bardzo się tym wszystkim przejmuje, w sumie wcale bym się nie zdziwił, czasem martwię się o rzeczy, które nie mają najmniejszego znaczenia.
Nie myśleć o tym skupiłem się na pracy, mając dziś na oku jednego mężczyznę, który wygląda na bardzo podejrzanego, coś planował, i to ewidentnie coś niedobrego, musiałem poświęcić mu więcej uwagi, aby w odpowiedniej chwili zareagować.
Oczywiście musiałem być ostrożny, aby nie był w stanie się zorientować, że go śledzę.
Pilnowałem się, jak tylko mogłem, aby w odpowiedniej chwili złapać człowieka, który chciał okraść stary sklep.
– Bardzo nieładnie tak okradać cudze mienie – Zwróciłem się do mężczyzny, gdy tylko go złapałem, nie pozwalając mu uciec.
Nie ma mojej warcie, zdecydowanie nie pozwolę mu na to.
Mężczyzna wyrywał się, próbując uwolnić i pewnie by mu się udało, gdyby miał trochę mniej siły, na jego nieszczęście miałem jej bardzo dobrze, nawet więcej, niż mógłby podejrzewać.
– Puszczaj mnie, mam znajomości pożałujesz tego, co robisz, zwolnią cię – Warknął w moją stronę chyba, myśląc, że się go przestraszą lub co dla niego lepsze wypuszczę go, jego nie doczekanie, już ja dopilnuje, aby odsiedział swoje.
– Możesz mieć znajomości nawet u króla, kradzież to kradzież nikt nie uchroni cię przed karą – Odpowiedziałem, zaciągając go do koszar, zamykając w lochu tam, gdzie jego miejsce.
– Pożałujesz, zobaczysz, jeszcze mnie po pamiętasz – Uderzał rękoma o metalowe drzwi, zachowując się gorzej niż zwierzę, którym chyba nie był, a może był sam, nie wiem, nie miało to dla mnie znaczenie.
– Zatrzymaj te groźby dla siebie, nie chciałbyś, abym wziął to do siebie i dopisał ci kolejne zarzuty – Odpowiedziałem, mając gdzieś jego słowa, którym w ogóle się nie przejmowałem.
Nie przejmowałem się słowami mężczyzny, pozostawiając go samego w lochu, musząc załatwić dokumentację związaną z jego pojmaniem.
<Paniczu? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz