Czy aby na pewno coś do nich dotarło? A może coś próbują ukryć? Trochę ciężko było mi to stwierdzić, w końcu kiedy im o tym mówiłem, oczywiście dopytały, czemu muszę tam schodzić, czy to konieczne, na co musiałem im odpowiadać troszkę tak zdawkowo, dlatego niestety musiały zadowolić się odpowiedzią, że robię to dla ich bezpieczeństwa, i nie były z tego faktu zadowolone. Wystarczy mi, że Miki wie. Jemu nie mogłem nie powiedzieć, chociaż bardzo bym tego chciał. Na pewno spokojniej by spał, a teraz... nawet nie wiem, czy będzie potrafił spać. Jak Lailah się tu pojawi, będę musiał ją poprosić, by się nim zaopiekowała podczas mojej nieobecności. Dużo od niej wymagam, jakby się tak nad tym zastanowić. Na pewno nie robi tego dla mnie. Ciężko mi uwierzyć w to, że opuszcza swoje cudowne miejsce, by znaleźć się w tym przesiąkniętym złem zadupiu. Musi jej bardzo zależeć na Mikim i na dzieciach.
- Może chcą coś zataić? Albo uśpić naszą czujność – mruknąłem, a ekscytacja zaczęła ze mnie schodzić, kiedy zdałem sobie sprawę, że najprawdopodobniej nie robią tego dla mnie.
- Albo chcą spędzić czas z tatą, który za chwilę zniknie im na cztery tygodnie. Jesteś ich tatą, to naturalne, że chcą spędzać z tobą czas, i że tęsknić będą. Nie są już malutkimi dziećmi, które potrzebują naszej atencji prawie dwadzieścia cztery godziny na dobę, ale dalej jej potrzebują. I stwierdziły, że teraz jest ten moment, w którym chcą trochę tego czasu z nami spędzić. Z naszą dwójką, tobą też – podkreślił, a ja... jakoś tak sam nie do końca byłem pewny. Gdybym był aniołem, miałoby to więcej sensu, no bo może czegoś pożytecznego by się ode mnie nauczyły, miałyby wzorzec nieco lepszy, niż takiego demona.
- Teraz sam już nie wiem... chociaż, wspólnie grając w planszówkę nie skrzywdzę ich za bardzo, ani nie zdeprawuję – dodałem, myśląc już znacznie bardziej racjonalnie. Przede wszystkim oni, a dopiero później ja. Zawsze tak powinno być, nie mogę nigdy patrzeć na siebie, bo wtedy stanę się zbyt egoistyczny, a jak wiadomo, egoizm to zło. Nie mogę być zły bardziej, niż już teraz jestem. Wiem, że Miki wolałby, bym był lepszy. I się staram. Osobiście widzę poprawę w sobie teraźniejszym, a w sobie sprzed kilkunastu tygodni. Teraz tylko to utrzymać. Jak? Nie mam pojęcia. Ale się będę starał.
- Oczywiście, że nie. Czerp z tego zwykłą, ludzką przyjemność. Wiem, że nie lubisz przyjemności, i uważasz je za niepotrzebne w swoim życiu... - zaczął, ale szybko mu przerwałem.
- Spędzanie czasu z wami to czysta przyjemność. Boję się tylko, że moja obecność tylko ich zepsuje. To strasznie młode anioły, nie chciałbym ich spaczyć. Już ty balansujesz na tej krawędzi pomiędzy miłością i nienawiścią swojego boga. Raz gorszy humor i zostaną ci zabrane wszelkie przywileje, i to bezprawnie. Nie zasługiwałeś na to – powiedziałem, czując złość na samo wspomnienie o tym beznadziejnym bogu. I to szatan ponoć jest tym złym... Oboje są siebie warci, tak naprawdę. Oboje używają tych samych sztuczek, patrząc tylko i wyłącznie na siebie, nie dbając o swoich ludzi czy pewnie nawet wyznawców, albo dbając tylko minimalnie.
- No już, nie ma co tego roztrząsać – poprosił Mikleo, czując moją złość.
- Masz rację, przepraszam. Przygotuję nam po czekoladzie do tej gry – zaproponowałem, po czym ucałowałem Mikleo w czoło i podszedłem do kuchennego blatu. On niech idzie do dzieci, a ja tu wszystko przygotuję dla moich najbliższych.
<Owieczko? c:>
<Owieczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz