Przyznać szczerze musiałem, że niepokoiło mnie podejście demona, który z taką łatwością przyjął nasze poprawki w umowie. Może to oznaczać, że czegoś nie zauważyliśmy lub że desperacko potrzebował pomocy, dlatego jest w stanie zaakceptować byle co, aby tylko mój mąż na pewno do niego dołączył…
Kiwnąłem głową, starając się zrobić dobrą minę do złej gry, a wszystko, po to, aby nie martwić mojego męża, który przecież przeżyję to wszystko gorzej niż ja, to on poświęci swoje życie i zdrowie dla nas i nie mogę dokładać mu problemów.
Muszę udawać, że wszystko jest dobrze, aż nie oddajcie i nie będzie w stanie wyczuwać moich emocji, która na pewno psychicznie go obciążają, czasem naprawdę jestem beznadziejnym mężem, którym nawet nie jest w stanie poradzić sobie z emocjami, tak aby nie martwić mężczyzny mojego życia.
Sorey dostrzegł moje zmartwienie od razu, kładąc dłoń na moim policzku.
– Co cię trapi owieczko? – Zapytał, głaszcząc mój chłodny policzek, chcąc, abym spojrzał mu głęboko w oczy, mówiąc szczerze, co mnie boli.
– Jego podejście, A co, jeśli w umowie było zawarte coś, czego nie zauważyliśmy i teraz będzie mógł to wykorzystać przeciwko tobie? To dziwne, że tak szybko się zgodził, nawet nie mrugając okiem, a przecież było tam wiele poprawek i mógł zwrócić na nieuwagę, mógł mieć do ciebie o to pretensje – Zauważyłem, patrząc w jego oczy, nie mogąc za bardzo odwrócić wzroku, gdyż trzymał mój podbródek, nie chcąc, abym patrzył gdzieś w bok.
– Babeczko nie martw się, sprawdziłeś tę umowę. Jestem pewien, że wszystko jest tak, jak być powinno, gdybym sam to sprawdzał, mógłbym się obawiać konsekwencji swojego wyboru, natomiast jeśli ty to zrobiłeś. Wiem, że wszystko jest dobrze – Wyjaśnił, łącząc nasze usta w namiętnym pocałunku. Od razu odwzajemniłem pocałunek, nie chcąc, a raczej nie mogąc się mu oprzeć.
Na Boga jak ja bardzo kochałem tego demona, okrutnika którego powinienem nienawidzić, powinienem się go bać i chcieć jego śmierci, a zamiast tego pragnę miłości, bliskości i czułości.
Chcę mieć go przy sobie już zawsze bez względu na konsekwencje, jakie przyniesie nasz związek.
– Postaram się – Zapewniłem, uśmiechając się do niego łagodnie, aby zapewnić go w swoich słowach.
– I tego się trzymajmy, a teraz pójdę już do dzieci, aby z nimi porozmawiać – Ostatni raz ucałował moje czoło, ruszając w stronę schodów, aby pójść do dzieci, gdzie miał trochę im do opowiedzenia.
Nie chciałem mu przeszkadzać, wiedząc doskonale, że ma swój plan na wytłumaczenie dzieciom, dlaczego znika i kiedy wróci. Tym bardziej że ja sam doskonale wiem, co kryje się za jego słowami, nie chcę, aby dzieci zauważyły moje zachowanie, które na pewno mogłoby coś zdradzić. W końcu nikt nie przejmował, by się aż tak miesięczną nieobecnością swojego męża, gdyby naprawdę polegała ona tylko na wyjeździe.
Ruszyłem do kuchni, aby dokończyć obiad, który w końcu miałem zrobić dla naszych pociech. I może gdybym nie myślał, cały czas o ukochanym to wszystko robiłbym znacznie szybciej.
– Już jestem – Usłyszałem, gdy tylko kończył obiad.
– I jak to przyjęli – Dopytałem, czując jego dłonie, która oplotły się wokół mojej talii trochę, utrudniając mi prace przy posiłku.
<Pasterzyku? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz