poniedziałek, 24 marca 2025

Od Mikleo CD Soreya

Odwróciłem głowę w jego stronę, aby spojrzeć mu w oczy, zgadzając się z tym pomysłem, lepiej, aby nie widział co robię, w końcu niespodzianka tam na dole bardziej to uszczęśliwi, a ja już dopilnuje, aby była ona wyjątkowa.
– To dobry pomysł niespodzianka na pewno bardziej cię uszczęśliwi niż prezent, który już cię nie zaskoczy – Przyznałem mu rację chęć zrobić dla niego coś, co będzie mu o mnie przypominać i chyba nawet już wiem co. Trochę to dziecinne, ale może uszyje mu owieczkę, taką małą maskotkę, która będzie mógł nosić przy sobie, w końcu zawsze nazywa mnie owieczką, a więc to chyba dobry pomysł, a przynajmniej jest dobry na ten moment, bo dopiero na niego wpadłem. Zobaczymy, jak będzie później, gdy już zacznę przygotowywać wszystko na szycie.
– Wszystko, co wyjdzie spod twoich dłoni, mnie uszczęśliwi – Zapewnił, już się ciesząc, chociaż jeszcze nic mu nie przygotowałem, cały Sorey cieszy się z możliwości posiadania, a nie z samego czegoś posiadania.
– Tego nie możesz być pewien, przecież nie wiesz, czy mi się go w ogóle uda – Stwierdziłem, wyciągając odpowiednie włóczki, jedna z nich na małą owieczkę, a drugą nie tylko na lawendowe oczy owieczki, ale i na bransoletkę, którą również mu zrobię, aby miał ją cały czas przy sobie.
– Znam twoje umiejętności i wiem, że wszystko, co zrobisz, będzie śliczne – Był tego bardzo pewien, zdecydowanie zbyt pewien, i to przyznam, sprawiło mi radość, był pewien, chociaż jeszcze nie wiedział, co robię i jak zrobię, całkiem miły jest ten mój demon.
– W takim razie musisz odwrócić głowę i najlepiej skup się na czym innym, wtedy nie zobaczysz, co powoli będę ci przygotowywał do drogi – Poprosiłem, chcąc zacząć już teraz, nie tracąc czasu, którego nie mam za wiele.
Poza tym cały czas mogę rozmawiać z mężem, nie może, tylko patrzeć co nie oznacza, że musi stąd wyjść.
Sorey kiwnął głową na chwilę, znikając mi z oczu tylko po to, aby wrócić z książką, no proszę, będzie teraz sobie czytał, niegłupi pomysł przynajmniej nie będzie się nudził.
Z dobre trzy godziny szydełkowałem przez cały czas, zerkając na męża, który ani nie spojrzał w moją stronę, rozmawialiśmy, ale patrzeć nie chciał, aby sobie prezentu nie popsuć.
– Na dziś wystarczy – Schowałem wszystko, aby uniknąć zdradzenia mu prezentu. – Masz ochotę na wspólną kąpiel? – Dodałem, odkładając wszystko na swoje miejsce, chcąc poświęcić czas mojemu mężowi.
– Bardzo dobry pomysł, zaczekaj tu, a ja wszystko nam przygotuję – Sorey jak zwykle kazał mi czekać, gdy on wszystko przygotowywał.
A więc czekałem, aż nie wezwał mnie do siebie, a ja posłusznie ruszyłem do niego, nie musząc robić już nic.
Zostałem rozebrany, a nawet umyty od czubka głowy do samych stóp miło i odprężająco.
– Pozwól, że teraz ja cię umyję – Zaproponowałem, chcąc zaopiekować się moim mężem tak samo dobrze, jak on mną.
– Jeśli tylko tego sobie życzysz – Nie stawiał oporu, dając mi umyć swoje ciało dłoni trochę, drażniąc moje ciało.
Nie miał co z rękoma robić i już zaczął się nudzić.
– Nie za dobrze ci? – Podpytałem, gdy podczas mycia jego klatki poczułem dłonie, które znalazły się, na moich pośladkach mocno je ściskając…
Cały on zawsze musi coś robić z dłońmi, aby tylko się nie nudzić.

<Pasterzyku? C:> 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz