wtorek, 25 marca 2025

Od Soreya CD Mikleo

 Tak jak obiecałem, dopilnowałem, by wykorzystać chwilę, w której jesteśmy sami w domu maksymalnie, jak się tylko dało. Użyłem chyba wszystkich akcesoriów, jakie tylko mieliśmy w domu, może poza strojami, ale po co mi one były kiedy Mikleo, ubrany tylko i wyłącznie w moją koszulę, wyglądał jak najbardziej w porządku. Pokorzystałem sobie trochę z jego ciała, wykorzystując je na wiele sposobów, i nie tylko jeden raz, traktując go jak moją zabawkę. Zresztą, Miki nie narzekał. Doskonale czułem te dreszcze przebiegające po jego ciele, słyszałem te słodkie jęki, widziałem, jak szarpał nadgarstki, by tylko mnie dotknąć. Oczywiście, że go nie wypuściłem aż do chwili, w której stwierdziłem, że najwyższa pora skończyć. Trzeba było w końcu posprzątać, zanim dzieciaki wrócą, to pierwsza sprawa, a druga, mój Miki ledwo się trzymał po tylu godzinach. A tak właściwie, to się w ogóle nie trzymał, bo tylko go uwolniłem, a on już padł na poduszki, oddychając ciężko. 
– Jutro szykuj się na powtórkę z rozrywki – odpowiedziałem, poprawiając delikatnie jego włoski, które także trochę dzisiaj poszarpałem. 
– Mhm – wymamrotał, przymykając swoje cudowne oczy, ewidentnie marząc tylko o śnie. A nie powinien spać. Całe jego ciało jest w siniakach, malinkach, ugryzieniach, krwi i nasieniu. Potrzebuje kąpieli, a później, później niech robi, co tylko chce. Ja się zajmę całą resztą. 
– Jeszcze nie zasypiaj, musimy cię umyć – mówiłem łagodnie i szczerze? Po naszym seksie byłem zaskoczony, że tak łagodnie potrafię brzmieć. 
– Już – burknął, próbując się podnieść. Właśnie, próbując. Kiedy próbował dźwignąć swoje ciało na tych chudziutkich ramionach, te zaczęły strasznie drżeć. Absolutnie nie ma siły na cokolwiek. Oznaczało to, że go wykończyłem, co było bardzo dobre. Jutro i pojutrze doprawię, więc na pewno zapamięta mnie aż do mojego powrotu. 
– Poczekaj, przygotuję ci kąpiel i cię zaniosę. Nie ma powodu, byś wstawał i wykorzystywał ostatnie pokłady energii – stwierdziłem, całując go w czoło. – Tylko nie zasypiaj – dodałem, po czym zniknąłem w łazience, bardzo szybko starając się wszystko ogarnąć. A i tak, pomimo tego kiedy wróciłem, Miki spał. Bidulek... Ale za to szczęśliwy bidulek, już ja o to zadbałem. Wydaje mi się, że w sumie bardziej zadbałem o siebie, ale mój mąż jest tak spaczony, że nie za bardzo mu to przeszkadzało, a wręcz przeciwnie, podobało mu się to. 
– Chodź, Miki – odezwałem się łagodnie, biorąc go na ręce, czym tak odrobinkę go rozbudziłem. – Dasz radę wykąpać się sam? Pościel przez ten czas zmienię. I pochowam nasze zabawki – dopytałem, chcąc wiedzieć, jak sobie czas rozplanować. 
– Mhm – odparł jedynie, kiedy go położyłem do balii.
– Mhm... – powtórzyłem, po czym ciężko westchnąłem. Nie da rady. – Umyję cię więc wpierw i na chwilę zostawię, i dopiero wtedy posprzątam całą resztę. Tak będzie najrozsądniej – zadecydowałem, zabierając się za robotę. Nie mam w końcu wiele czasu, za jakieś trzydzieści minut wracają dzieciaki, i ani nie posprzątane, ani obiad niegotowy... Najwyżej z obiadem mi pomogą, jak bardzo będą go potrzebować. Na pewno wtedy zrobi się go szybciej niż gdybym tak miał sam wszystko robić. 

<Owieczko? c:> 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz