Trochę nie rozumiałem, co zimno miało do tego wszystkiego. Przecież co w tym takiego złego było? On lubi zimno. Ja już odrobinkę mniej, ale mnie to zimno tylko przeszkadzało, a nie szkodziło, więc nie było to nic wielkiego. A to, że jest ciemno... może jeszcze jest za wcześnie na świetliki, za późno na jeżdżenie na lodzie, ale gwiazdy widać zawsze, a taki romantyczny, wieczorny spacer to chyba dla Mikiego miły być powinien. Taki delikatny, spokojny, zupełnie jak on. Zresztą, mam wrażenie, że właśnie takiej delikatności z mojej strony mu brakować może. Taki wieczorny spacer to doskonały sposób na nadrobienie tych jego romantycznych potrzeb.
- Kiedy jest ciemno, będzie pięknie widać gwiazdy, a zimnem się nie przejmuj. Ja tam sobie radę dam, niedługo się wygrzeję za wsze czasy i będę miał dosyć ciepła – wyznałem, uśmiechając się do niego głupio. Naprawdę czułem, że jeszcze zatęsknię za powiewem chłodu.
- Nie mów tak – odpowiedział, a jego mimika twarzy zmieniła się na przygnębioną. Zbyt się tym wszystkim przejmuje, przecież dla niego to tylko miesiąc, chwila i przy nim będę. I tylko o tym powinien myśleć.
- Cóż, to przecież prawda, będę tęsknić za tym światem, i za jego dobrobytem, i za jego wadami, i oczywiście jego mieszkańcami, w szczególności za takim jednym aniołem – powiedziałem, tuląc go do ciebie. - Chodźmy, przejdziemy się, weźmiemy psiaki, spędzimy miło czas... - dodałem, ciągnąc go do drzwi.
- Nie będzie ci za zimno? - zapytał, oczywiście jak zwykle martwiąc się o mnie, kiedy to nie musi.
- Nawet jeżeli będzie, to żadnych konsekwencji z tego nie będzie. No już, nie przejmuj się i skup się na przyjemności, jaka ci z takiego spaceru przyjdzie. Banshee, Psotka, idziemy – zawołałem psiaki, które zadowolone od razu się przy nas znalazły.
- Dobrze, ale masz założyć płaszcz, by nie było ci aż tak zimno – odparł, podając mi moją kurtkę.
- No dobrze, dobrze, jak po tym masz być spokojniejszy, to to założę – przyjąłem od niego płaszcz, zaraz go zakładając. Może odrobinkę pomoże, ale tylko tak odrobinkę. Swoją drogą, trzeba by jakieś ubrania tam na dół załatwić. Jakieś takie bardziej użytkowe, bo coś czuję, że takie koszule długo mi tam nie wytrzymają. I ogólnie się spakować. Jak sobie o tym pomyślę, to wcale nie chce mi się pakować. Ani nic robić w tym kierunku. Najgorsze było to, że musiałem być gotowy co do minuty w danym dniu, nie mogę się w ogóle spóźnić, pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że powinienem być gotowy kilka minut przed. Tutaj to minuty, tam na dole to tygodnie. - No i gotowy. Chodźmy – dodałem, chwytając jego dłoń i wyciągając go na zewnątrz.
Dopilnowałem, by podczas naszego spaceru było bardzo miło, rozmawiając, obserwując gwiazdy i niby to gadając o konstelacjach. Znaczy, to Miki mi więcej o nich mówił, bo ja tam w ogóle ich nie widziałem i nie wiedziałem o nich jakoś bardzo dużo, a przynajmniej nie tak dużo, jak Miki. Zresztą, najważniejsze było, by się zafascynował na ten temat, by się na tym skupił i o niczym innym nie myślał. Tylko to się dla mnie liczyło.
<Owieczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz