Mikleo taką reakcją mocno mnie zaskoczył. Właściwie, to się nie spodziewałem, byłem pewien, że dalej będzie na mnie zły i uważał za słabego, że chcę ich bronić. Trochę niepewnie go przytuliłem, dalej jednak mając mu za złe jego wczorajsze słowa, które nie były najmilsze, zwłaszcza że przecież robię to wszystko dla nich, chcąc oszczędzić im ucieczki. Skoro my nie mieliśmy domu, kiedy to byliśmy młodsi, to czemu nasze dzieci mają przechodzić przez to samo? Nie chciałbym dla nich tego. I dla męża też, oczywiście, przecież nie tak dawno temu mieliśmy rozmowę na ten temat, jak nie chce się stąd przeprowadzać, jak ma nadzieję, że tutaj będziemy w stanie zbudować dom... Nie wiem, od kiedy zejście do piekła to pójście na łatwiznę.
– Twoje słowa trochę mnie zabolały – przyznałem, jeszcze zachowując rezerwę.
– Przepraszam cię, naprawdę cię przepraszam, po prostu... sam nie wiem, co we mnie wstąpiło. Już to nigdy nie nastąpi, obiecuję – odpowiedział, przytulając się do mnie mocniej.
– To się jeszcze okaże – przyznałem, nie do końca mu w to wierząc. Co jak co, ale jak będzie w wielkich emocjach, to mu się zapomni, co tam mi kiedyś obiecał.
– Nie chodzisz tam już dzisiaj, prawda? – zapytał, a w jego głosie usłyszałem strach.
– Nie, jeszcze nie. Dalej jesteśmy na etapie ustalania warunków. Mam ze sobą zapis tej umowy, chciałem ją sobie teraz przejrzeć na spokojnie i zaznaczyć warunki, które mi nie pasują – wyjaśniłem mu, dalej przy nim trwając czując, że tego potrzebuje. Najchętniej bym się zabrał do pracy, ale jeżeli tego potrzebuje, no to jeszcze troszkę mogę go poprzytulać.
– Pomóc ci?
– Założyć pętlę na szyję? – przypomniałem mu, od razu czując jego pogarszający się stan. Chyba niepotrzebnie mu przypomniałem o jego własnych słowach, ale nie potrafiłem mu odpuścić. On też jest dla mnie momentami trochę wredny, ja tylko mu się odgryzam. – No już, nie będę tak gadał. Jeżeli chcesz, możesz mi pomóc. Ktoś mądry mi się tu przyda, nie zdziwiłbym się, gdybym tam było mnóstwo jakichś kruczków – dodałem, odsuwając się od niego, by chwycić jego dłoń i zaprowadzić do kuchni.
– W nocy... gdzie byłeś? – dopytał, nie odsuwając się ode mnie nawet na milimetr.
– Poleciałem do Lailah. Poprosiłem ją o to, by was przez ten miesiąc przypilnowała. Na szczęście się zgodziła, więc będziecie mieć znacznie lepszą i pewniejszą ochronę niż to, co zostało mi zaproponowane. Na początku miałem taki pomysł, by was tam zaprowadzić, ale nie sądziłem, że się do mnie jeszcze odezwiesz, zanim stąd zniknę – mówiłem wszystko zgodnie z prawdą, bo i czemu miałbym kłamać? Naprawdę się na mnie wtedy mocno obraził, o czym dał mi znać naprawdę dobitnie. Zresztą, i ja byłem zły na jego słowa. Dobrze jednak, że to się tak nie skończyło. Nie chciałbym, by przed dziesięcioletnią rozłąką jeszcze nas podzieliła kłótnia. Każdy dzień bym sobie wtedy wypominał. Już i tak mam wystarczająco wiele lęków związanych z tym miejscem, jak chociażby ten, że powoli zacznę o nim zapominać, a raczej zapominać, jak wygląda, że nie będę potrafił sobie przypomnieć szczegółów, które tak uwielbiam.
<Owieczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz