Byłem bardzo zmęczony, lecz jednocześnie zachwycony naszym zbliżeniem, tak bardzo lubiłam, kiedy doprowadzą mnie do szaleństwa, nie pozwalając na trzeźwe myślenie, rozchodził się po moim ciele jak trucizna, zaspokajając mnie w każdy możliwy sposób.
Zmęczony całkowicie mu się poddałem, pozwalając na robienie ze mną, na co tylko ma ochotę.
Sorey po umyciu mnie, tak jak wcześniej stwierdził, zostawił w bali, aby posprzątać naszą sypialnię, polecając mi grzecznie na niego poczekać, tak jakbym w ogóle miał siłę na zrobienie czegoś innego.
Opierając się na boku bali, patrzyłem w stronę okna, starając się nie zasnąć, próbowałem nawet podnieść się z bali, a bez samemu zająć się ze sobą i ruszyć do sypialni, niestety moje ciało, odmawiało mi posłuszeństwa po tak męczących, ale za to bardzo przyjemnych kilku godzinach seksu.
– Już jestem, jak się czujesz? – Od razu podszedł do mnie, pomagając mi wyjść z bali.
– Jestem zmęczony, ale bardzo szczęśliwy – Przyznałem, stając przed nim, tak jak stworzył mnie Bóg, aby mógł wytrzeć moje ciało i przebrać w czystą koszulę, która oczywiście jak zawsze należała do niego.
– Nie wiem, czy będziesz aż tak zachwycone, kiedy jutro i pojutrze znów cię dopadnę – Mówił to bardzo zadowolony z siebie, obserwując uważnie siniaki, które posiadałem na swoim ciele.
– Lubię, kiedy dopadasz mnie w każdy możliwy sposób – Wyszeptałem, uśmiechając się do niego na tyle szeroko, na ile byłem w stanie to uczynić.
– I tak mi mów – Ucałował moje czoło, pomagając mi dostać się do czystej pościeli, którą zdążył zmienić podczas mojego odpoczywania w wodzie. – Proszę, odpocznij, musisz nabrać siły na zrobienie dla mnie prezentu i ciąg dalszy jutrzejszej zabawy – Dodał, nakrywając mnie mięciutką kołdrą.
Od razu odruchowo ziewnąłem, zakrywając dłonią usta, kiwając posłusznie głową.
– Mhym – To ostatnie co pamiętam, nim odpłynąłem do krainy snów, niczego więcej już nie pamiętając.
Obudziłem się późnym popołudniem, potrzebując kilka chwil, aby doprowadzić się do porządku, opuszczając sypialnie, mając zamiar przywitać się z mężem i od razu najlepiej zabrać cię za przygotowywanie dla niego prezentu, czas płynął nieubłaganie, a ja bardzo chciałem, aby coś po mnie tam na dole mu zostało, i to nie tylko ślady paznokci, które zostawiłem mu na skórze, ale i coś więcej, coś, co będzie mógł dotknąć i zobaczyć, myśląc o mnie.
– O proszę, kto nareszcie wstał – Wchodząc do salonu, od razu spotkałem Soreya, który siedział przy kominku z Banshee. – Jak się czujesz? – Od razu podszedł do mnie, kładąc dłonie na moich policzkach.
– Czuję się całkiem dobrze i co dziwne nic tak bardzo mnie nie boli – Przyznałem, wtulając twarz w jego dłoń.
– Boleć dopiero zacznie, teraz mimo wszystko musiałem cię trochę oszczędzić, abyś miał siłę na ciąg dalszy. Nie możesz bowiem o mnie zapomnieć – Wyjaśnił, jak zwykle mnie tym, bawiąc, on naprawdę chce, abym dobrze go zapamiętał, nie pozwalając mi o sobie zapomnieć.
– I jeśli o to chodzi, powinienem powrócić do przygotowywania dla ciebie prezentu, mam mało czasu, a jeszcze trochę do zrobienia – Zauważyłem, odsuwając się od męża, mając w planach od razu zabrać się do pracy… – Jednak, zanim to zrobię, zjedliście obiad? Dzieciaki są w domu? Wszystko z nimi w porządku? – Musiałem zapytać, interesując się naszymi dziećmi, tak jak na rodzica przystało.
<Pasterzyku? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz