Jego słowa wywołały we mnie gniew. Czy on naprawdę myśli, że to dla mnie takie łatwe? Że ja chcę to zrobić, żyć w całkowitej separacji bez niego przez około dziesięć lat? Wiem jednak, że spokoju mieć nie będę, wyraźnie to zostało mi zaznaczone w rozmowie, a ja wiecznie uciekać nie chcę. On chyba zresztą też, już drugi raz z mojego powodu musiał opuścić dom, czemu więc miałby opuszczać drugi? Ciągła ucieczka będzie niezdrowa i dla niego, i dla dzieci, o których chyba zapomniał, bo przecież ważniejsze jest od nich to, że jak tam pójdę, to stracę swoje dobro. Dobro... jakie dobro? Co najwyżej słabość. Dobro to nie jest coś, czym demon pochwalić się może, a już na pewno nie jest czymś, co się posiada. Straciłem je dawno temu, ale on najwidoczniej tego nie dostrzega, dalej żyjąc w swojej bańce.
Ostatkiem sił woli powstrzymałem się od tego, by nie zrobić kolejnej dziury w ścianie i opuściłem dom. Chciałem te kilka dni, które Crowley wspaniałomyślnie podarował mi zastanowienie się, spędzić z rodziną, ale... Nie, to nie ma sensu. Im szybciej tam pójdę, tym szybciej wrócę, a i może nie zastanę tam tak wielkiego bałaganu. Dla mnie to kilka dni, dla niego i tam na dole to może być nawet kilka lat. A w kilka lat wiele jest się w stanie zdarzyć. Porozmawiam z nim teraz. Dowiem się, jakie są jego warunki. Pomyślę, co mi się nie podoba, i przedstawię mu moje zmiany. Zrobię to jednak na spokojnie, dam sobie czas na przemyślenia, no i uspokojenie się. Na pewnie. Tej chwili nie mogę się na nic zgadzać. Jestem za bardzo wzburzony i wkurzony na męża. Chcę im zapewnić bezpieczeństwo, wolność od strachu, a on mi mówi, że idę na łatwiznę?
– Idziemy, Banshee – rzuciłem do swojego ogara, oczywiście chcąc go zabrać ze sobą.
Ku mojemu zaskoczeniu, chłód dworu sprawił, że trochę ochłonąłem. Trochę. Nie wiem, czy tak szybko wybaczę Mikleo jego słowa, ale wiem z pewnością, że muszę o nich zadbać.
Teraz raczej go do Lailah nie zabiorę, chociaż po co zamykał się aż na klucz, nie mam pojęcia. Takie zamknięcie to dla mnie nic takiego. Gdybym bardzo chciał, mógłbym tam się dostać siłą. Jedno kopnięcie i już jestem w środku. Przeżywa to zdecydowanie za bardzo, a w tym wszystkim będzie najmniej poszkodowany. Nie na tym teraz powinienem się skupiać, bezpieczeństwo. Ktoś powinien mieć na nich oko. Lailah się wydaje być najrozsądniejszą osobą, pytanie tylko, czy się zgodzi. Nie będę marnować czasu, po usłyszeniu pierwszego wariantu układu od razu się do niej udam... Jeżeli się pospieszę, zdążę przed wieczorem, a o to mi chodziło. Ona także była przyzwyczajona do snu, czego nie rozumiałem. Tak silny anioł, jak ona, uzależniła się od snu. Ile czasu musi na niego marnować... No, ale to jej wybór. Mi wystarczy tylko, że się zgodzi na opiekę nad nimi, i to nawet nie z mojego względu, a ze względu na nich. Jest blisko z dziećmi, i moim mężem, więc na pewno będzie chciała, by były bezpieczne. A jeżeli nie zgodzi się... cóż, będę wtedy myślał nad czymś innym. Na razie jednak trzymam się tego planu.
<Owieczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz