sobota, 15 marca 2025

Od Soreya CD Mikleo

 Jakiż on skromniutki był. I kochany,. Cieszyłem się, że już mu to wszystko przeszło, że już zrozumiał, że chcę dla niego jak najlepiej i że z własnej woli do Piekieł bym się nie udał. Po co miałbym to w końcu robić? Normalnie bym unikał tego miejsca, ta cała wojna interesuje mnie najmniej, ktokolwiek by nie wygrał, i tak nie będę mile tam mile widziany. Zastanawiam się, jak w głębokiej dupie musi być ten cały Crowley, skoro zdecydował się na moją pomoc. Za zadawanie się z aniołem i zabicie jednego ze swoich jestem, powinienem być w jego oczach podludziem jakimś, a ten twierdził, że mu się przydadzą moje wielkie umiejętności taktyczne. To dalej mnie zaskakuje, podobnie jak zaskakuje mnie brak zaskoczenia ze strony Mikleo na te informacje, jakby też uważał, że mam te zdolności. Jeżeli tak, to ja nie wiem, skąd się oni wszyscy urwali. 
- Zawsze jesteś potrzebny, bez ciebie bym zginął – odpowiedziałem, tuląc go mocno do siebie. 
- W Piekle będziesz beze mnie – zauważył zmartwiony. Te dziesięć lat może mu teraz na psychice siedzieć, i dlatego wolałem tu utrzymać w tajemnicy, co, jak teraz widać, średnio mi wyszło. I tak przyjął to nadzwyczaj spokojnie, co mnie tak trochę zaskoczyło. Chociaż też pytanie, jak to będzie przeżywał, kiedy ja już będę tam na dole. Dobrze, że Lailah się zgodziła na moją prośbę i będzie tu przy nim. Zaznaczyła co prawda, że robi to dla dzieciaków, nie dla mnie, ale to nie miało dla mnie żadnego znaczenia. Czy dla mnie, czy dla dzieci, czy dla Mikiego, to nie było ważne, najważniejsze, by moja rodzina była bezpieczna podczas nieobecności mojej i Banshee. 
- Będę bardzo ostrożny i będę się pilnował. Mam w końcu do kogo wrócić – odpowiedziałem, gładząc jego mięciutki policzek. Tej delikatności i słodkości strasznie będzie mi brakować. Nikomu nie ufać, robić tylko co, do do mnie należeć będzie i trzymać się Banshee. Może dzięki temu jakoś to przetrwam, a przynajmniej taką nadzieję miałem, bo tylko ona mi tam zostanie. - No już, nie smuć się. Minie ci to bardzo szybko i nim się spostrzeżesz, już będziemy razem. I nie będziesz przez ten czas sam, będziesz miał Lailah, więc zawsze z nią możesz sobie spędzić czas. 
- Mhm – mruknął tylko, opierając głowę na mojej klatce piersiowej, dalej strasznie przybity. 
- No już, jeszcze te kilka dni mamy dla siebie i będę przez ten czas cały tylko i wyłącznie twój. Wpierw jednak dokończę sprawę z tą umową. Teraz z kolei moje warunki muszą zostać zaakceptowane – dodałem, zerkając na sporej długości pergamin spisany językiem, którego nazwać nie potrafiłem, a za to bardzo dobrze rozumiałem. 
- Teraz chcesz do niego iść? - spytał, a ja wyczułem lekki strach w jego słowach. 
- Chyba tak. Spokojnie, nawet już już umowa zostanie zaakceptowana, wyruszam z początkiem przyszłego tygodnia. Jeszcze teraz do ciebie wrócę – uspokoiłem go nie chcąc, by coś się tam uroiło w jego ślicznej główce. 
- A może pójdę z tobą? - zaproponował, na co od razu pokręciłem głową. 
- To niebezpieczne. Nie chcę, byś miał styczność z kimś takim, jak on. Pójdę, przekażę mu umowę i albo poczekam chwilę, aż ją przejrzy, albo od razu do ciebie wrócę, to się okaże – ucałowałem go w czoło. - Głowa do góry, kochanie. Myśl pozytywnie i o nic się nie martw, to zostaw mnie – dodałem, bardzo chcąc, by w końcu był spokojny.

<Owieczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz