Czułem zawód i żal, czułem, że nie tak to wszystko powinno się potoczyć, nie chciałem się, z kim kłócić, nie tak miło się to wszystko potoczy, nie chciałem, aby przed odejściem jeszcze się ze mnie pokłócił, powinienem go w tym wszystkim wspierać, a nie myśleć tylko sobie, jestem naprawdę ostatnio beznadziejne nawet w okazywaniu miłości, co się ze mną dzieje? Jeszcze nigdy nie byłam tak samolubny, jak w tej chwili, nie dziwię się, więc, że chce odejść do piekła, nawet jeśli jest to w naszej obronie. Najbardziej na tym ucierpi, a ja złoszczę się na niego, bo mnie zostawia, ech nie tak miało się to wszystko potoczyć.
Czując narastające poczucie winy, chciałem porozmawiać z mężem, chciałem go bardzo przeprosić za moje zachowanie, ale problem był taki, że go tu nie było, a co, jeśli opuścił dom zdecydowanie wcześniej, i to wszystko z mojej winy? Na samą myśl o tym poczułem narastający ból w sercu, tak strasznie było mi źle z powodu wypowiedzianych przeze mnie słów, po co ja mu to wszystko mówiło? Oby tylko jeszcze do mnie wrócił, nim całkowicie opuści ziemię…
Cierpliwie wyczekiwałem powrotu męża, który nie wracał, dzieci zdążyły już wrócić do domu, a Soreya jak nie było tak dalej, nie ma, zacząłem się nawet martwić, myślałem nawet o skontaktowaniu się z nim, tylko czy mi odpowie? Obawiałam się właśnie, że nie, zachowałem się okropnie i teraz po fakcie nagle sobie to uświadamiam.
Dałem mu spokój, wiedząc, że bardzo na niego naskoczyłem, zachowując się jak głupi dzieciak. Zdecydowanie chyba za bardzo boję się tego, co może się stać z powodu czego moje zdrowe myślenie całkowicie się wyłącza.
Sorey nie wracał cały dzień, nie wrócił też w nocy jeszcze bardziej mnie, niepokojąc, na Boga niech on do mnie wrócić, nie zniosę jego wcześniejszego odejścia do piekła.
Ta noc była dla mnie naprawdę bardzo trudna, nie mogłem spać, tak strasznie się o niego bojąc, nie potrafiąc jednocześnie wybaczyć sobie tego i jak go potraktował.
Następny dzień nadszedł zbyt wolno, a dla mnie nawet bez najmniejszej chęci do podniesienia się z łóżka, zapewne, gdyby nie dzieci nawet bym z łóżka nie wstał, musiałem natomiast przygotować ich do szkoły, nakarmić zwierzaki i pomyśleć nad tym, co mogę zrobić tego dnia.
Życzyłem Hanie i Haru miłego dnia, czekając, na sam nie wiem zupełnie co, czas mijał, a ja nie mogłem znaleźć sobie miejsca, szykując sobie zajęcia, którego znaleźć nie potrafiłem.
– Sorey? – Słyszą dźwięki otwierających się drzwi, od razu opuściłem sypialnie, ruszając w stronę drzwi wyjściowych. – Wróciłeś – Dodałem, odczuwając ulgę i jednocześnie radość z powodu jego powrotu do domu.
– Wróciłem, możesz znowu narzekać jaki… – Nie dokończył chyba zaskoczony moim zachowaniem, która po prostu pokazała mu radość, którą odczułem z powodu jego powrotu.
Mocno się do niego przytulając, poczułem ulgę i wdzięczność za jego powrót do domu.
– Przepraszam, tak bardzo przepraszam, nie chciałem na ciebie naskoczyć, zachowałem się okropnie, nie myśląc o tym wszystkim realnie, przepraszam i obiecuję, że więcej się tak nie zachowam – Zapewniłem, chcąc nacieszyć się jego bliskością i obecnością, tak bardzo ciesząc się, że mogłem w tej chwili przytulić się do jego ciepłego ciała.
<Pasterzyku? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz