Na jego słowa zmarszczyłem brwi. Przepraszam bardzo, ale co garnki mają do tego wszystkiego, skoro to mnie sam namawiał do leniuchowania? Zrobiłem wszystko, co zrobić miałem, zatem sobie troszkę mogłem odpocząć, czy on nie sam mnie do tego namawiał? To pierwsza sprawa. A teraz mnie garnków wyzywa. Oj nie, ja mu w tej chwili muszę udowodnić, że nie jestem leniem i to jest odpoczynek, nie leniuchowanie, a to jest wielka różnica.
- Ja, mój drogi, zostałem przez ciebie namówiony, to pierwsza sprawa. A druga, to jest odpoczynek, a nie leniuchowanie – odpowiedziałem, pusząc poliki.
- No tak, to ja jestem tym okropnym, który cię namawia do złego? - odparł, zdecydowanie bardzo z tego powodu rozbawiony.
- No tak. Ja jestem wspaniały i pracowity, a ty jesteś tym leniwym diabłem namawiającym do złego. Zresztą, gdybym był leniwym garnkiem, to na pewno nie zrobiłbym tego – powiedziawszy to, całkiem sprawnym ruchem odsunąłem kołdrę i okrakiem usiadłem na jego biodrach, trochę ignorując fakt, że nie miałem na sobie bielizny. Cóż mogę poradzić, że bez niej jakoś tak mi wygodniej spać. Niby groziło mi to, że ktoś by tutaj mógł wejść, ale też zawsze mogę tego kogoś oddelegować. Albo kazać poczekać. Przecież to chwila i zaraz bym ubrał to, co mi brakuje, to nie jest jakaś wielka filozofia.
- A jednak byłeś na tyle leniwy, by nie założyć bielizny – odparł, kładąc dłonie na moich pośladkach.
- To nie jest lenistwo, to myślenie przyszłościowe. Zresztą, wolałbyś, bym w tej chwili miał coś na sobie? Dotykałbyś mnie wtedy przez materiał, a nie miał dostępu do tej aksamitnej skóry – wyznałem, niby to się poprawiając na tych jego biodrach, całkowicie przypadkiem ocierając się o jego penisa, któremu się to bardzo podobało.
- Ja tam nie narzekałbym. Mógłbym cię rozbierać, by podrażnić twoje ciało, by je podziwiać... Kocham je. Jest idealne – powiedziawszy to, sprawnym ruchem obracając nas tak, bym to ja był na dole. - Każdy jego cal. Każdą bliznę, którą uważasz za nieidealną. Tą drobną talię, smukłe dłonie, i piękny tyłeczek. Kocham cię, mój piękny paniczu – wyznał, odpinając guziki swojej koszuli, którą miałem na sobie. Niby proste słowa, a jednak byłem trochę tym poruszony. Albo jest głupiutki i nie dostrzega tych wszystkich niedoskonałości, które ja zawsze dostrzegałem.
- No tak, mój tyłeczek najważniejszy – odpowiedziałem żartobliwie, nie chcąc mu pokazać, że coś mnie poruszyło. Jeszcze by to zniszczyło moment.
- Najważniejszy, bo najpiękniejszy – dodał rozbawiony, po czym nachylił się do mojego ciała, by zacząć je całować i pieścić, ssąc i podgryzając moją skórę, na co czasem z moich ust wydobywały się ciche jęki. Momentami miałem wrażenie, że zostawił mi ślad na skórze jeden albo dwa, ale czy mi to przeszkadzało? Na ten moment niekoniecznie. Chciałem na ten moment, by doskonale się zajął moim ciałem, traktując je jak świątynię. Tego w tej chwili potrzebowałem, zapewnienia, że mnie pożąda, że mnie uwielbia i że mnie pragnie. I doskonale spełniał moje potrzeby, i ja także spełniałem jego, odwracając się na brzuch, kiedy tego potrzebował.
- Wychodzi więc na to, że oboje nie jesteśmy aż takimi leniuchami – odparł rozbawiony, kładąc się na poduszki, chyba usatysfakcjonowany naszym zbliżeniem, chociaż było ono nieco spokojniejsze niż zazwyczaj. Cóż, jutro i pojutrze sobie odbijemy.
- Skoro tak twierdzisz, to na pewno nie będziesz miał problemu z tym, by przygotować nam kąpiel – powiedziałem, podnosząc się do siadu i od razu zerkając w swoje odbicie w lustrze. I tak jak myślałem, zrobił mi malinkę dosyć wysoko na szyi, tak, bym nie mógł jej zakryć. Cwany wilk, usłyszał, że idę do kowala i musiał zrobić coś, by mnie oznaczyć. Powinienem być na niego zły, ale za te wcześniejsze słowa mu odpuszczę. Zachował się bardzo dobrze, więc niech już ma.
<Piesku? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz