piątek, 28 marca 2025

Od Mikleo CD Soreya

Czy ja narzekałem? Może czasem faktycznie, zazwyczaj, jednakże starałem się jak tylko mogłem, ukrywać to przed nim i dziećmi, i raczej o tym nie mówić, w końcu sam tego chciałem i dlatego nie mogę mieć do nikogo pretensji.
– Zrobię wszystko, aby nie narzekać na konsekwencje mojej zgody, a twojego działania – Obiecałem, poświęcając całą uwagę mojej owieczce, którą naprawdę dziś chciałem skończyć.
Samo szydełkowanie trudne nie było przynajmniej nie dla mnie, nauczyłem się tego już dawno temu, gdy na świecie pojawiła się Misaki, dzięki czemu umiem dużo więcej, niż można było przypuszczać, i to właśnie, dzięki temu jestem w stanie zrobić mi prezent, który zajmie mi znacznie mniej czasu.
Małe zwierzaki zazwyczaj robi się od trzech do ośmiu godzin, a więc gdybym się uparł, już wczoraj mógłbym to skończyć, chciałem jednak zrobić jeszcze bransoletkę i nie spieszyć się z owieczką, mając na to czas.
Teraz jednak chcę jak najszybciej ją skończyć, aby bezpiecznie spakować do pudełeczka i dać mu ją w najodpowiedniejszym momencie, czyli już niedługo, i to szybciej, niż mógłbym przypuszczać.
I na Boga, gdy tylko o tym myślę, od razu robi mi się niedobrze, tak strasznie się o niego martwię, tak bardzo chciałbym powstrzymać to przed odejściem, ale wiem, że nie mogę, musi wypełnić swoją misję i wrócić do mnie cały i zdrowy.
Nie rozmawialiśmy, już ma ten temat, Sorey bawił się z psami, a ja w tym czasie kończyłem prezent, dla niego starając się, aby wyglądał najlepiej, jak to tylko możliwe.
– Gotowe – Zadowolony patrzyłem przez chwilę na owieczkę, którą mu zrobiłem, szczęce zadowolony ze swojej pracy.
– Już? – Sorey odruchowo chciał spojrzeć na prezent i pewnie przypadkiem by to zrobił, gdybym nie zdążył go schować.
– Hej, miałeś nie patrzeć – Upomniałem go, zamykając pudełeczko, w którym było już wszystko. No
– Nie patrzyłem – Napuszył swoje policzki jak małe słodkie dziecko, które zostało okrzyczane za coś, czego przecież nie zrobiło.
– No już, już nie obrażaj się – Odłożyłem pudełeczko na bok, podchodząc bliżej męża, aby ucałować go w czoło. – Kocham cię – Dodałem, z łagodnym uśmiechem na mojej buzi.
– I ja ciebie kocham owieczko – Uchwycił mnie w pasie, przyciągając do siebie, pozwalają mi ukryć się w jego ramionach, ciesząc chwilą, która już niedługo będzie wiecznością, mimo że to tylko miesiąc będę za nim tęsknił każdego dnia, bojąc się, czy przeżył, czy nikt go nie skrzywdził, czy nikt nie próbował kusić, jak bardzo się zmienił, Czy wciąż jest tym samym mężczyzną, którego teraz znam, piekło może go bardzo zmienić i chodź, mam nadzieję, że wróci taki, jaki odejdzie, gdzieś tam w głębi ducha wiem, że to nie będzie możliwe, zmieni się, czy tego chce, czy nie choćby odrobinę, ale to już będzie zmiana.
– Chciałbyś coś jeszcze może w tej chwili zrobić? Jakiś spacer przed snem? – Usłyszałem ten dobrze znany mi głos wyciągający mnie z moich myśli.
– O tej godzinie chyba już nic nie będziemy w stanie zrobić, na dworze jest już ciemno i dla ciebie chyba już za zimno – Zauważyłem, martwiąc się o niego, może i nie jest już serafinem ognia, jednak wciąż źle reaguje na ciepło, a ja nie chcę, aby się męczył, nie z mojego powodu.

<Pasterzyku? C:> 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz