wtorek, 18 marca 2025

Od Mikleo CD Soreya

Będę starał się, jak mogę, aby zachowywać się normalnie, aby wszystko było tak, jak było zawsze, nie chcę go stresować jeszcze bardziej, kocham go i wierzę w jego możliwości, nawet jeśli wewnętrznie boję się o niego i o to, czy w ogóle sobie tak poradzi. Ten miesiąc będzie trudny, ale go przetrwam, to tylko miesiąc.
Mój mąż będzie miał gorzej, nie będzie go przy mnie kilka lat, nie mogę martwić go jeszcze sobą.
Kiwając łagodnie głową, skupiłem się na obiedzie, tak jak mi polecił, ten dzień miał być normalny, a więc zrobię wszystko, aby był najnormalniejszy na świecie.
Zjemy obiad, a potem zobaczymy, jak to wszystko dalej się potoczy.
Skupiony na posiłku zadbałem o to, aby wszystko zostało dopięte na ostatni guzik, dziś na obiad przygotowałem zupę warzywną, która była dobra, a przynajmniej tak mi się wydawało i na pewno zdrowa, dzieciaki raczej jadły takie obiady, w końcu nie miały innego wyboru, zawsze mogły chodzić głodne, chociaż przyznam, że tego akurat wolałbym uniknąć.
Po przygotowaniu posiłku Sorey zawołał dzieci na dół i ku mojej uldze nie było żadnego narzekania, zjadły, posprzątały po sobie pod nadzorem taty i jak zwykle ruszyły do swoich pokoi. Ach, ta codzienność z dziećmi, tak jakbyśmy w ogóle już nie istnieli.
Co poradzić taki jest już dojrzewanie, nasze dzieci będą spędzały z nami coraz mniej czasu, a my będziemy musieli się w tym pogodzić.
– To, co idziemy na spacer? – Sorey nie chciał odpuścić tego nieszczęsnego spaceru, choć w rzeczywistości ja wolałbym posiedzieć z nim w domu, nie wiem, czy chce mi się iść nad jezioro, nie mam chyba za bardzo na to ochoty, nie chcę tracić czasu na coś, co mogę robić, kiedy go nie będzie, poza tym jezioro w tej sytuacji i tak w niczym mi nie pomoże.
– A po spacerze wracamy od razu do domu? – Zapytałem, naprawdę na to licząc, pomylimy jezioro, wróćmy do domu i spędzimy czas wspólnie na czytaniu, lub nawet leżeniu w łóżku dla mnie nie ma to najmniejszego znaczenia.
– A nie wolisz pójść jeszcze nad jezioro? Będziesz mógł się tam zrelaksować, trochę odpocząć psychicznie, a może nawet fizycznie – Na jego propozycję od razu pokiwałem przecząco głowa zdecydowanie, nie mając na to ochoty.
– Psychicznie i nawet fizycznie odpocznę w twoich ramionach – Przyznałem, uśmiechając się do niego zadziornie.
Mój mąż oczywiście dobrze odczytał moje słowa, chwytając mój podbródek.
– Myślę, że fizycznie w moich ramionach zdecydowanie byś nie odpoczął, już ja bym o to zadbał, abyś miał dość i przez kilka dni nie był w stanie nawet chodzić – Stwierdził, mówiąc to, co słyszeć chciałem, i to, o czym za każdym razem marzyłem podczas naszego zbliżenia, uwielbiałem, kiedy mnie sponiewierał, kiedy traktował zbyt ostro, doprowadzając do szaleństwa, może jestem dziwna, ale kocham go i dla niego zrobię wszystko.
– Taką, mam nadzieję, bo nie wyobrażam sobie, aby tak się to nie zakończyło – Ucałowałem go w policzek, odsuwając od jego rozgrzanego jak zawsze ciała. – Chodźmy, póki jeszcze pogoda nam na to pozwala, nie wiadomo kiedy może zacząć padać – Dodałem, ruszając w stronę przedpokoju, ubierając się do wyjścia z domu.

<Pasterzyku? C;> 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz