sobota, 22 marca 2025

Od Soreya CD Mikleo

 Trochę tak nie do końca wiedziałem, skąd ta obraza się wzięła. I konkurencja. Czy to przypadkiem nie miała być zwykła gra, aby miło spędzić czas? Nawet o nic nie graliśmy, więc tym bardziej nie rozumiałem, o co ta obraza. Gdyby była jakaś nagroda za wygraną, może byłbym w stanie to bardziej zrozumieć, ale teraz to taki trochę zagubiony jestem. 
- Szczerze, to nie do końca rozumiem – powiedziałem po chwili analizy, która mi oczywiście nic nie dała. Takie bardziej skomplikowane emocje są znacznie trudniejsze do zrozumienia przeze mnie. Co jak co, ale wydaje mi się, że jestem chyba prostym demonem, który rozumie proste emocje. 
- Tu chyba nie ma nic do rozumienia. Sami coś sobie wkręcili i sami sobie zaszkodzili. Do jutra im przejdzie – wyjaśnił, zaczynając sprzątać grę. No tak, wyciągnęły grę, ale żeby posprzątać, to już nie. I jeszcze pionki trochę porozrzucały. Dobrze, że koty tak nie do końca są do mnie przekonane, dzięki czemu tego nie pozabierały i nie powrzucały pod żadne meble, bo wtedy dopiero miałbym problem. 
- To miała być chyba zwykła gra, a nie jakaś konkurencja, skąd im się to wzięło? - zapytałem, marszcząc brwi, chcąc po prostu zrozumieć, o co chodzi, by później lepiej tutaj żyć wspólnie ze wszystkimi w zgodzie. 
- Nie myśl o tym za bardzo, to zwykła nastoletnia fanaberia – odparł, na co kiwnąłem głową. Skoro Mikleo twierdził, że mam o tym nie myśleć, no to nie będę myśleć. Będę mu ślepo ufał, bo wiem, że tylko przy nim mogę nie martwić się o potencjalną zdradę. Ale tam, na dole... nikomu nie ufać. Taka totalna izolacja będzie dla mnie naprawdę ciężka. Pracując w tym barze było mi ciężko, bo przez te kilka godzin albo nie mówiłem nic, albo mówiłem totalne minimum. A tam? Będę tylko doradzać, i tylko wtedy mówić. Niewykluczone, że jakieś demony będą mną albo zaciekawione, albo obrzydzone. Albo jedno i drugie. Może też będą próbowały mnie zwieść na pokuszenie. Tak czy siak, kontakt ograniczę do absolutnego minimum. Tak będzie najbezpieczniej. 
- Mam nadzieję, że to nie moja obecność obudziła w nich te najgorsze emocje – dodałem po chwili zastanowienia. Mogło się przecież tak wydarzyć... 
- To po prostu dorastanie, nie myśl tak nad tym – poprosił, chyba nie chcąc, bym zaczął mieć jakieś wyrzuty sumienia. 
- Ufam na słowo – powiedziałem, starając się oczywiście wyrzucić to z pamięci. - Jeszcze jedna czekolada? - dopytałem, zbierając puste kubki. 
- Z chęcią – potwierdził, chwytając za pudełko, by je odłożyć na miejsce. 
Z łagodnym uśmiechem udałem się do kuchni, oczywiście wpierw myjąc te kubeczki. A później, kiedy już były umyte, przygotowałem mojemu mężowi kolejną czekoladę, tak jak prosił. A kiedy wróciłem do salonu, mój mąż siedział w fotelu i coś tam sobie grzebał w pudełeczku ze swoimi przyborami krawieckimi. 
- Proszę bardzo. Co tam takiego robisz? - zapytałem zaciekawiony, siadając obok niego, oczywiście zaciekawiony tym co takiego robi. 
- Zastanawiam się, co takiego ci zrobić – wyjaśnił, na co uśmiechnąłem się szeroko. 
- To chyba powinienem odwrócić wzrok i nie patrzeć. Chcę mieć przyjemną niespodziankę – powiedziałem rozbawiony. Już się nie mogłem doczekać, aż dostanę od niego malutkie rękodzieło. 

<Owieczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz