Ja tam zawsze bardzo lubiłem, kiedy Haru był o mnie zazdrosny. Wtedy miałem pewność, że mnie kocha i mu na mnie zależy. Zresztą, czasem z takiej zazdrości mogło wyniknąć coś dobrego i bardzo przyjemnego. Tylko, czy teraz miało to sens? I tak nie będę w tej chwili za bardzo wychodził do ludzi. Ostatnie, co powinienem zrobić, to zajrzeć do kowala, i odebrać prezent dla Haru. Po takim czasie już na pewno powinien być gotowy. I nawet jeżeli ma z niego nie korzystać, to wystarczył mi fakt, że będzie miał jakąś broń przy sobie podczas pracy. Miecz nie musi służyć tylko i wyłącznie do ataku, ale i też do obrony.
– W sumie, masz rację. Nigdzie nie będę wychodzić już wkrótce, a tutaj nie masz o nikogo się martwić. Niedługo to nawet nie będzie o co, bo i też wyglądać będę gorzej– odpowiedziałem, cicho wzdychając. I tyle by było o jego zazdrość. Ale ja o jego zazdrosny już będę, tego byłem pewien, zwłaszcza, jak mi będzie rósł brzuch i będę coraz to grubszy.
– Wcale nie będziesz wyglądać gorzej. O takie rzeczy nie musisz się martwić, zawsze będziesz mi się podobać – odpowiedział, w co nie do końca wierzyłem. Ciało z maksymalnie rozciągniętą skórą brzucha wcale nie jest piękne. Ale będę musiał jakoś to przetrwać. Jeszcze nie wiem, jak, ale będę jakoś to musiał przetrwać, a Haru ze mną.
– To się jeszcze okaże – powiedziałem, na ten moment nie do końca mu wierząc. Kiedy będę w ciąży, i będzie mi mówił to samo, z tym samym spojrzeniem, to może to rozważę.
– Nie ma sposobu, byś mi uwierzył? – zapytał, przyglądając mi się ze zmartwieniem.
– Powtórz to w odpowiednim czasie i może to coś da – odparłem, zabierając się za jedzenie. Kiedy jego podejście do mnie, podczas kiedy będę w najgorszym stanie, nie zmieni się, to nie będę miał żadnych podstaw do tego, by wątpić w jego słowa. A teraz to tylko takie gdybanie. I trochę bym się mu nie dziwił, jakbym jednak przestał się mu podobać. W ogóle nie wiadomo, czy nawet będę się mu podobać, kiedy będę kobietą. To też stoi pod znakiem zapytania przecież.
– Bądź pewien, że tak zrobię – obiecał, na co nic nie odpowiedziałem. To się okaże, jak na razie i tak nic nie jest w stanie nic z tym zrobić. – Bardzo dobry obiad – dodał, kiedy już zjedliśmy nasz posiłek.
– Od naszego kucharza czy ciebie nie spodziewam się niczego innego, wybieram tylko najlepszych ludzi – powiedziałem zgodnie z prawdą, odsuwając od siebie talerz.
– To w takim razie nie wiem, co ja robię w tym zestawieniu – wyszczerzył się głupio, na co pokręciłem niedowierzająco głową.
– Naprawdę masz mnie za kogoś, kto bierze sobie za męża pierwszą lepszą osobą z ulicy? – zapytałem, unosząc jedną brew. Lepiej, by się poważnie zastanowił nad tą odpowiedzią, bo obrażając siebie obrazi też mnie, a jak obrazi mnie, to ja się dopiero wtedy mogę obrazić na niego.
<Piesku? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz