Czy ja chciałem napić się wina? W sumie, czemu by nie oczywiście, nie mogę wypić zbyt dużo, bo przecież doskonale wiem, jak źle reaguje na alkohol, a mam jeszcze co robić, tym bardziej że bardzo zależy mi na przygotowaniu prezentu dla mojego męża i żaden alkohol nie może mnie przed tym zatrzymać.
– Bardzo chętnie, tylko nie dawaj mi go zbyt dużo, nie chciałbym się upić tym bardziej w towarzystwie naszych dzieci, które mogłyby mnie w takim stanie zobaczyć – Odpowiedziałem, dostrzegając uśmiech na twarzy mojego męża.
– Oczywiście, że nie dałbym ci zbyt dużo alkoholu. Wiem, jak źle na niego reagujesz, dam ci jedynie odrobinkę, ale nic więcej – Stwierdził, całując mnie w czoło, idąc po wino, które już po chwili nalał do lampki, dając mi wypić z obiadem.
Najedzony czułem się znacznie lepiej, niby to nie muszę jeść, jednakże bardzo lubiłem jeść, kiedyś zostałem nauczony tego przez mojego ludzkiego męża i teraz. Mimo że nikt mnie do tego nie namawia, robię to, bo chyba za bardzo tym nasiąkłem, za bardzo to lubię i nie chcę tego zmieniać.
Oczywiście, gdyby nadszedł moment, w którym to nie miałbym dostępu do jedzenia, tak jak na przykład podczas wypraw po prostu bym nie jadł, nie jest to coś, co muszę robić nałogowo, ale jeśli mam okazję to chcę z niej skorzystać.
– Dziękuję, to było naprawdę bardzo pyszne – Przyznałem zgodnie z prawdą, podnosząc się z krzesła, zabierając talerz ze sobą.
– Zostaw, ja się tym zajmę – Od razu chciał zabrać ode mnie talerz, aby go umyć, po co? Przecież sam byłem w stanie to zrobić, nie musi robić wszystkiego, ja mam zdrowe ręce i jestem w stanie zrobić wszystko sam.
– Daj spokój, ty zrobiłeś obiad i nawet mi go podałeś, a więc ja posprzątam – Chciałem też coś zrobić, ciągle tylko on coś robi, a ja mam siedzieć i ładnie wyglądać. I oczywiście wiem, że właśnie tego chcę, chcę, abym wyglądał ładnie, ale mogę wyglądać ładnie i coś robić, przecież to mi w niczym nie przeszkadza.
– Nie, nie ja posprzątam, a ty idź w tym czasie, zabierz się za mój prezent, o ile oczywiście chcesz – Zaproponował, a ja zgodziłem się na to, odstawiając talerz w jego ręce, idąc zająć się prezentem, który dla niego miałem.
Zabrałem się od razu do pracy, robiąc wszystko najlepiej, jak tylko potrafiłem, całą swoją uwagę, poświęcając owieczce, bransoletka była już gotowa, a więc ją ładnie spakowałem, ukrywając przed oczami mojego męża.
– Jak ci idzie? – Sorey, który zjawił się w salonie, przysiadł na kanapie, nie patrząc na mnie, robiąc wszystko, aby, tylko nie zauważyć tego, co w tej chwili robię.
– Chyba nawet lepiej, niż podejrzewałem. Jeśli całkowicie skupię się na tym, co robię, prawdopodobnie dziś skończę prezent – Wyjaśniłem, czym naprawdę bardzo zaskoczyłem mojego męża.
– Tak szybko? Myślałem, że trochę dłużej ci to potrwa – No tak, zazwyczaj trwa to dłużej, jednak nie jest to duża owieczka, mała kieszonkowa, a więc tak naprawdę dziś powinienem ją skończyć.
– Wiesz, nie jest to coś dużego, dlatego zajmie to mniej czasu, niż coś sporej wielkości – Wyjaśniłem, zerkając kątem oka na męża.
<Pasterzyku? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz