środa, 19 marca 2025

Od Mikleo CD Soreya

Czy czułem się lepiej, gdy był blisko mnie? Trochę tak, cieszyłem się wewnętrznie, że jest przy mnie, chociaż nie przestawałem się martwić. Oczywiście ukrywałem to przed nim, aby nie martwić go jeszcze bardziej. Szkoda tylko, że nasz pakt pozwala mu wniknąć w moje myśli, kiedy chce, nie dając mi szans na ochronę.
Mam tylko nadzieję, że nie robi, tego dając mi wolną przestrzeń do myślenia i analizowania poszczególnych rzeczy.
– Trochę mi lepiej – Przyznałem, mówiąc mu to, co usłyszeć chciał, trochę, zmuszając się do uśmiechu, o który jeszcze niedawno tak mnie prosił.
– Widzisz i niech tak zostanie, niech będzie najnormalniej w świecie – Poprosił, całując mnie w czoło.
A więc robiłem, tak jak chciał, świetnie udawałem, zachowując się, tak jakby nigdy nic się złego nie wydarzyło, jakby tak naprawdę wcale nie miał mnie opuścić.
Będę się tym martwił później, a teraz zostawmy to, tak jak jest.
Skupiony na spacerze cieszyłam się chwilą sam na sam, nasze zwierzaki biegały gdzieś po lesie, a my, trzymając się za ręce, rozmawialiśmy o różnych planach na życie, o przyszłości trochę opowiadałem mu również o przeszłości, gdy tylko o nią pytał, co prawda nie wszystko chciałem mu opowiedzieć, bo nie o wszystkim powinien wiedzieć, przeszłość niech pozostanie przeszłością, a ja nie chcę jej ponownie ruszać.
– Strasznie mało opowiadasz mi o przeszłości, trochę mnie to drażni – Stwierdził, pusząc swoje policzki wyglądające trochę jak mały chłopiec, który chciał uzyskać odpowiedzi, której jego rodzic nie chciał mu udzielić.
Widząc jego minę, zaśmiałem się cicho, kręcąc z rozbawieniem swoją głową.
– A co zmieni przeszłość? Byłeś, człowiekiem to było dawno, a nawet jeśli opowiem ci, co się wtedy wydarzyło jak, wpłynie to na przyszłość? Myślę, że tamten Sorey już dawno odszedł i nigdy nie wróci, dlatego nie ma znaczenia, jaki wtedy byłeś, najważniejsze dla mnie jest, jaki jesteś teraz – Wytłumaczyłem, całując jego policzek, mając nadzieję, że odpuści sobie ten temat, bo nie miało sensu dalej go poruszać.
Mój mąż westchnął ciężko, kręcąc swoją głową, odpuścił i tyle mi wystarczy, mam nadzieję, że inną również.
Reszta naszej wycieczki spędziliśmy w milczeniu, obaj, odczuwając potrzebę wspólnej ciszy.
Sorey dość długo trzymał mnie na dworze, nie dając wracać do domu, najwidoczniej bardzo chcąc, abym pospacerował, odświeżył umysł i po prostu poczuł się lepiej.
I szczerze powiedziawszy, im więcej chodziliśmy, tym lepiej się czułem, najwidoczniej właśnie tego mi brakowało, świeżego powietrza, odstresowania się i towarzystwo ukochanego męża.
– I jak, czujesz się lepiej? – Zapytał, gdy tylko wróciliśmy do domu po niecałych dwóch godzinach spaceru.
– Szczerze przyznać muszę, że czuje się naprawdę bardzo dobrze – Przyznałem, czując się dobrze, tak jakby nigdy nic się nie stało, chyba będę musiał dziennie wychodzić na długie spacery, aby nie myśleć, może właśnie wtedy będę czuł się znacznie lepiej, będę próbował, jak tylko będę mógł, aby być dobrej myśli i nie martwić się o męża, bo jeśli dzień nie będę się stresować, bo z tego stresu w końcu dostanę skrętu kiszek.
– A nie mówiłem? – Był naprawdę z siebie zadowolony, jak małe dziecko, które dostało to, czego chciało.
– Mówiłeś, mówiłeś – Poparłem go rozbawiony jego zachowaniem, patrząc na niego, uśmiechałem się, ciepło wiedząc, że tym choć trochę go uszczęśliwiłem.

<Pasterzyku? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz