poniedziałek, 31 marca 2025

Od Soreya CD Mikleo

 Mój mąż tak szybko padł... faktycznie był taki zmęczony. Tylko czym? Pora nawet wczesna była, i się nawet wyspał przecież, pochodził sobie po zimnym dworze, wziął zimną kąpiel, powinien czuć się wspaniale, a on już spał snem może jeszcze nie głębokim, ale jak tak sobie posiedzę jeszcze trochę, to zaraz będzie spał mocno. Ale też, po co mam gdziekolwiek iść? Chyba wszystko jest zrobione, dom posprzątany, nic do naprawienia czy zrobienia nie było. Muszę tylko w najbliższym czasie, czyli jutro z rana, odwiedzić płatnerza. On na pewno coś ma ciekawego na stanie. Miałem tylko nadzieję, że to nie będzie mnie dużo kosztować, nie mogę zostawić Mikleo bez pieniędzy. Oszczędności mamy naprawdę sporo, ale dobra zbroja też kosztuje swoje. Może jak będzie za drogie, to wezmę coś ze średniej półki...? O tym pomyślę później, jak już będę na miejscu i zobaczę ofertę w tym miernym mieście. Z tego co patrzyłem czasem na oferty, albo na pracę tutejszego kowala, to nawet się znali na rzeczy. Ale skąd ja to wiedziałem? Chyba się nie znam na pracy kowala. Przynajmniej nie powinienem, no bo skąd. Podobnie jak skąd miałbym się znać na wojskowych strategiach. Nie wiem, co jest ze mną nie tak. I czy naprawdę mam te umiejętności czy nie. Mikleo i Crowley nie wątpili w moje umiejętności strategiczne, więc coś chyba z tego muszę mieć. Może pomagałem Alishi? Byliśmy blisko, byliśmy przyjaciółmi, i coś tam się u niej poduczyłem. No a kowalstwo? A może wcale nie mam umiejętności kowalstwa, tylko mi się wydaje. 
Leżałem przy Mikim grzecznie, gładząc spokojnie jego plecy. Przyglądałem się mu przez całą noc z z delikatnym uśmiechem na ustach, obserwując jego spokojną twarz, na którą padało niebieskie światło księżyca. Tak to do niego pasowało... chłonąłem każdy szczegół tej drobniutkiej buźki, nie chcąc ich zapomnieć. Jak będę za nim tęsknić... i za dzieciakami także. Miło też byłoby, gdyby dzieciaki zechciały ze mną, z nami, spędzać więcej czasu. Ta planszówka była całkiem przyjemna przynajmniej do momentu, w którym nie zaczęły się kłócić i aż zbytnio rywalizować. Zdrowa rywalizacja jest dobra, owszem, ale skoro aż tak się pokłócili, że nawet przy śniadaniu się nie odzywali do siebie, to było to niedobre. Może wkrótce się ogarną i zaproponują nam chociażby spacer. O, spacer rodzinny byłby ciekawym doświadczeniem. Może jeszcze zdążę tego zaznać. 
- Będę za tobą strasznie tęsknić – wyszeptałem cicho, by go nie obudzić, gładząc jego policzek. Moje piękności śliczne. - Mam nadzieję, że mój powrót cię nie zawiedzie – dodałem, cicho wzdychając i tuląc go do siebie odrobinkę mocniej, by lepiej czuć jego zapach. Szkoda, że nie mogę tego zapachu zabrać tam na dół ze sobą. Przecież ja bym codziennie się nim zaciągał. Gdyby była taka możliwość, by gdzieś ten jego zapach zamknąć, w jakimś flakoniku, zaopatrzyłbym się w potężny zapas, a i tak byłoby mi za mało. Za to Miki dopiero ulgę poczuje, bo mój siarkowy zapach wywietrzeje przez ten miesiąc. Ale jak wrócę... oj, nie wiem, jak długo będę musiał się myć, by zmyć z siebie zapach piekieł. 

<Owieczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz