piątek, 28 marca 2025

Od Soreya CD Mikleo

 Mój słodziutki Miki zaskoczył mnie mocno taką odpowiedzią. Czy to nie jest tak, że na drutach jakoś tak się wszystko długo robi? Znaczy, nie, żebym się znał, bo się nie znam, nawet nie wiem, jak te druty złapać i nimi poruszać, i co robić, by wyszło spod moich rąk coś, co ma jakiekolwiek zastosowanie. Zresztą, dla mnie to takie trochę nudne. Już zdecydowanie bardziej wolę obserwować, jak on coś tam sobie dzierga, bo nie dość, że piękny, to jeszcze tworzy cudowne rzeczy. Raz próbowałem i takiej frustracji dostałem, że omal tego nie spaliłem. Ja to nie nadaję do takich rzeczy, po prostu. Mogę tworzyć meble, naprawiać usterki, gotować, sprzątać, chronić, ale robienie na drutach, szycie, to nie dla mnie. Dobrze, że mój Miki potrafił w takie rzeczy. Gdyby nie on... cóż, dużo ubrań trzeba by było wyrzucać, i dużo kupować nowych, no bo jak tu w dziurawych chodzić? Albo wydawać pieniądze na krawca. Tak czy siak, to duża oszczędność pieniędzy, bo zdecydowanie taniej kupić igiełkę i nici niż nowe rzeczy. 
- Jesteś niesamowity – wyznałem, szeroko się do niego uśmiechając, patrząc na niego twarz. Oczywiście kątem oka tam przypadkiem zerknąłem na jego ręce i jakieś kulkowate, niebieskawe coś dostrzegłem, ale co to takiego było? Nie miałem pojęcia. I nie chcę wiedzieć. Dowiem się w swoim czasie, oczywiście. Z jednej strony już chcę, bo w końcu zobaczę, co on tam tak pieczołowicie robi, a z drugiej strony tak nie do końca, bo jak już w końcu mi to będzie pokazywał i przekazywał, to będzie znak, że muszę się zbierać na całe dziesięć lat. A wcale tego nie chciałem. Ta myśl mnie trochę mimo wszystko przerażała, ale nie dlatego, że mam udać się do piekła, a dlatego, że tak długo będę odseparowany od moich najbliższych. 
- No faktycznie, czasem tak mnie określałeś – powiedział niby niewzruszony, ale doskonale zauważyłem, jak kąciki jego ust były uniesione. Było mu miło z powodu moich słów. 
- Ale tak sobie teraz myślę... - zacząłem, kładąc się na kanapie tak, by nie widzieć, jak pracują jego smukłe dłonie. - To bardzo dobrze, że skończysz dzisiaj. Dzięki temu jutro mogę być trochę ostrzejszy. 
- Tylko trochę? - zapytał rozbawiony. No tak, on to od razu chciałby już na ostro,  a nie myśli przyszłościowo. 
- Tylko trochę, by pojutrze potraktować cię bez ani krzty litości – wyjaśniłem mu mój mały plan. Skoro nie muszę go już oszczędzać, to nie zamierzam tego robić. Jutro będzie miał problem z siedzeniem i chodzeniem, a pojutrze z myśleniem i ogólnym egzystowaniem. Trochę się zregeneruje do przylotu Lailah, by nie myślała, że go krzywdzę specjalnie. Znaczy się, krzywdzę go specjalnie, ale to jest za jego zgodą, i wręcz tak trochę namową. Przynajmniej na razie, minęło trochę czasu, od kiedy go skrzywdziłem, by go skrzywdzić, a nie sprawić przyjemność. 
- Nie mogę się doczekać – przyznał, na co się szeroko uśmiechnąłem. 
- Tylko bardzo proszę mi później nie narzekać i na nic się nie skarżyć – dodałem, drapiąc Banshee za uchem. Nie ma to jak nudna, rodzinna sielanka. Trochę nudno, ale nie zamierzałem narzekać, bo już doskonale wiedziałem, że jeszcze strasznie za tym będę tęsknić. 

<Owieczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz