niedziela, 16 marca 2025

Od Soreya CD Mikleo

 Byłem naprawdę zadowolony, ponieważ jak się okazało, Crowley przyjął wszystkie poprawki bez mrugnięcia okiem, co po czasie było nawet trochę podejrzane. Albo nie zauważyliśmy czegoś, co może mnie przyskrzynić, albo sytuacja jest tak beznadziejna, że mnie potrzebuje natychmiast i pomimo wszystko. Cóż, nad tym myśleć będę później. Teraz mogę skupić się na Mikim, i na dzieciakach, chociaż one pewnie nie będą zainteresowane spędzaniem ze mną czasu. Zawsze tak jest, że kiedy ja, stary ojciec jestem w domu, to żadnego zainteresowania. A mnie nie będzie to nagle się obudzą. Tak będzie najpewniej. No nic, skoro Mikleo twierdził, że wszystko jest w porządku z umową, i sam pomagał mi ją ogarniać, to musi być w porządku. 
– Już jestem – ledwo co to powiedziałem, a już miałem na swojej szyi uwieszonego Mikleo. No tak błyskawicznej reakcji to się nie spodziewałem. – Skoro teraz mnie tak witasz po raptem kilkudziesięciu minutach jestem ciekaw, jak mnie przywitasz po miesiącu nieobecności – dodałem rozbawiony, tuląc go do siebie. 
– Nie opuszczę cię nawet na sekundę przez kolejny miesiąc – wyznał, co co mnie jeszcze bardzo rozczuliło. Mój słodziaczek...
– Obym tylko był dalej tym samym Soreyem, którego kochasz – powiedziałem cicho, nie przestając go do siebie przytulać. Oczywiście będę starał się, by być taki sam, jak teraz, i mam nadzieję, że piekło jakoś bardzo na mnie nie wpłynie. Dziesięć lat to dużo... ale pomimo tego będę się starał. Dla niego. No i dzieci. 
– Oczywiście, że będziesz. Zawsze będę cię kochać, nigdy w to nie wątp – pouczył mnie, odsuwając się na chwilę tylko po to, by mnie ucałować. 
– Poznałeś wiele moich różnych wersji, pytanie, czy kolejna też ci będzie odpowiadać. Dzieciaki w domu? Trzeba je poinformować – powiedziałem, chcąc z nimi o tym porozmawiać. Oczywiście nie będę wchodził w szczegóły, wszystkiego im mówić nie zamierzam, tylko to, co wiedzieć muszą.
– Jeszcze na to czas... – zaczął, ale się nie zgodziłem z nim. 
– Wolałbym, by już miały tę świadomość. Może nie muszą wiedzieć, po co tam schodzę i jak wiele czasu ja tam spędzę, ale niech wiedzą, że znikam. I że ciocia do nich przychodzi – wyjaśniłem, po czym go ucałowałem w policzek. 
– A jak ta umowa? Zwrócił na coś uwagę? – zapytał, na co pokręciłem głową. 
– Marudził sobie, że on to niewiele z tego będzie miał, ale wszystko zaakceptował. I teraz nie wiem, czy to dobrze czy niedobrze. Bo co, jak zauważył coś, czego my nie zauważyliśmy? – wymieniłem się z nim spostrzeżeniami, na co Mikleo zmarszczył zaniepokojony brwi. 
– Podpisałeś już umowę? – zapytał, mocno zmartwiony. I to czym? Przecież ją widział. Sam ją poprawiał, powinien być jej pewien. 
– On podpisał, więc i ja to zrobiłem. Uznałem, że skoro ty już ją przypatrzyłeś, to musi być dobrze. No już, uśmiechnij się, będę jeszcze przez kilka dni, wykorzystajmy je jak najlepiej, dobrze? – poprosiłem, uśmiechając się do niego szeroko. 

<Owieczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz