No tak, rozmowa, ta nieszczęsna rozmowa, w którą nie potrafiłem. Nigdy nie byłem dobry w wyrażaniu swoich uczuć, a teraz jest to jeszcze bardziej skomplikowane, bo we mnie jest tyle tych emocji, że nawet nie wiem, jak je ukierunkować, jak je wyrazić. Jak się staram, to jest źle, jak nic nie robię, jest jeszcze gorzej... i jak tu osiągnąć tę perfekcję? Co robić, by było dobrze? By go nie stracić? Oby dziecko nie było złym pomysłem. Oby dzięki niemu było lepiej. O ile w ogóle jestem w ciąży, bo teraz to tak sam nie do końca wiem, jak to ze mną jest.
– Najlepiej, kiedy jesteś szczery. I to tak szczerze szczery. Wtedy wiem najlepiej, w czym jest problem – odpowiedziałem, siadając na jego kolanach. Chciałem być jak najbliżej niego. Potrzebowałem jego. Jego bliskości, ciepła, dotyku. Zapewnienia, że wszystko jest w porządku.
– Szczerość potrafi ranić – odpowiedział zmartwiony, łapiąc mnie w pasie.
– Lubię taką brutalną szczerość – przyznałem zgodnie z prawdą, zarzucając ręce na jego kark. – Wtedy dokładnie wiem, w czym jest problem, i na czym się skupiać. Zrobisz to dla mnie? – poprosiłem, uśmiechając się do niego ładnie.
– Cóż, mogę spróbować – potwierdził, a ja delikatnie się uśmiechnąłem. Po tym zmniejszyłem dystans między nami i złączyłem nasze usta w delikatnym pocałunku. Zaraz się on zmienił z subtelnego na bardziej agresywny, wygłodzony. Za bardzo ostatnio skupiałem się na sobie. Muszę się skupić na nim. Na jego potrzebach, które miał. Przecież one magicznie nie znikną.
Poprawiłem się na jego kolanach, jedną z dłoni wsuwając pod jego koszulkę. Jaką on miał ciepłą skórę. Chciałbym ją dotykać, muskać każdy jego mięsień, czuć to delikatne drżenie skóry pod swoimi dłońmi... A mój mąż złapał nadgarstek, nie pozwalając mi na dalsze drażnienie jego ciała. Dlaczego? Nie rozumiałem. Przecież chciał tego, prawda? Czułem to, widziałem, że bliskości było mu mało.
– Nie wiem, czy powinniśmy. Dzisiaj słabiej się czujesz – zauważył, wyciągając moją dłoń spod swojej koszulki.
– Trochę się przespałem, porozmawiałem z tobą, i już czuję się lepiej. Mam siłę, by trochę ci ulżyć. Mam też chęć – dodałem słodko, uśmiechając się do niego ładnie, delikatnie, by go przekonać do swojego pomysłu.
– Jesteś pewien, że dobrze się czujesz? Że masz siły na takie rzeczy? – dopytał, jak zwykle za bardzo się przejmując i myśląc. Żeby tak się się trząsł nad sobą samym, jak nade mną, to byłbym zadowolony, chociaż i tak z tego co widzę, dba o siebie lepiej niż kiedyś. Regularnie jadał, golił się, dbał o swoją skórę... To wielka zmiana od momentu, w którym pierwszy raz się zobaczyliśmy.
– Jestem pewien, że spędzić z tobą bardziej intymne chwile, mój najukochańszy mężu – powiedziałem pełnym zdaniem, poprawiając z czułością kosmyki opadające na jego twarz.
<Piesku? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz