A więc wyglądałem jak człowiek. Ciekawe, jak faktycznie prezentuję się w lustrze… choć przecież wyobrażenie siebie to jedno, a odbicie, to zupełnie inna historia. Mama zawsze powtarzała, że jestem do niej podobny, i to właśnie dzięki niej mogłem ułożyć w głowie obraz własnej twarzy. Jednak czy ta iluzja byłaby wystarczająco wyraźna, bym naprawdę „przejrzał się” w lustrze? Wątpię. W to akurat wątpię najbardziej.
Nie miałem jednak czasu, by dalej się nad tym zastanawiać. Były ważniejsze rzeczy na głowie. Musiałem w końcu zejść na dół, pomiędzy ludzi i modlić się w duchu, by nie okazało się to dla mnie zgubne. Owszem, potrafię nad sobą panować, lata praktyki zrobiły swoje, ale… czy na pewno dam radę przy takiej ilości pulsujących, ciepłych istot? Tego nie byłem pewien. Mogłem tylko liczyć, że nie zrobię nic głupiego. Bo wtedy byłoby naprawdę źle.
- Chodźmy - Powiedziałem, czując dziwną mieszaninę ekscytacji i napięcia. Miałem na sobie tę śliczną kamizelkę, a w dłoni trzymałem płaszcz, który kazano mi zabrać „na wszelki wypadek”.
Elian ruszył przodem, pewnym, spokojnym krokiem, a ja grzecznie podążyłem za nim. Starałem się zachowywać jak zwykły człowiek, jeśli pójdzie mi dostatecznie dobrze, nikt nie zorientuje się, kim naprawdę jestem.
- No nareszcie! - Dona, jeśli dobrze pamiętam, była pierwsza, która do nas podeszła. - Już myślałam, że nigdy nie zejdziesz na dół. - Zanim zdążyłem odpowiedzieć, chwyciła moje dłonie. Jej gest wydał mi się odrobinę zaskakujący. Może ludzie tak robią? Mimo że żyłem na tym świecie sto pięćdziesiąt lat, wciąż potrafili mnie zdziwić.
- Oj, masz strasznie lodowate ręce… może powinnam bardziej grzać? - Jej troska była tak naturalna i szczera, że na moment kompletnie mnie rozbroiła. Dawno nikt martwił się o mnie w tak oczywisty sposób. Było to… przyjemne.
- Nie, nie, wszystko w porządku. Taka moja natura - Zapewniłem, uśmiechając się najlepiej, jak potrafiłem.
- Uroczy chłopak - Mruknęła rozczulona. - No nic, siadajcie. Zaraz wam coś przygotuję. - Wskazała nam dwa miejsca przy stole, po czym odeszła, pozwalając nam wybrać posiłek z podanych propozycji.
Ja, rzecz jasna, nie jadam ludzkiego jedzenia. Nawet nie wiem, jak mój organizm by na nie zareagował, a nie byłem szczególnie chętny, by to sprawdzać...
Elian od razu wypatrzył coś dla siebie. Kartę przejrzał szybko i z pewną stanowczością, jakby doskonale wiedział, czego chce. Ja natomiast siedziałem, udając, że analizuję menu, choć w rzeczywistości bardziej rozglądałem się dookoła, chłonąc atmosferę miejsca. Ludzki gwar, ciepło, zapachy… wszystko to było dla mnie jednocześnie obce i fascynujące.
- Wybraliście już coś? Na co macie dziś ochotę? - Dona wróciła po kilku minutach, cała w gotowości, jakby mogła przygotować dowolne danie, byle sprawić nam przyjemność.
- Wezmę placki z mięsem - Odparł Elian z uśmiechem, a kobieta natychmiast przeniosła spojrzenie na mnie.
- A ty, skarbie?..
- Ja dziękuję, nie jestem głodny - Powiedziałem spokojnie.
Dona zmrużyła oczy w sposób, który jasno sugerował, że absolutnie mi nie wierzy.
- Oj, nie żartuj. Jesteś wychudzony i taki drobniutki, że aż strach… Musisz coś zjeść. - Ponownie pokręciłem przecząco głową. - Rozumiem… W takim razie zrobię coś specjalnego. Coś lekkiego. Na pewno ci zasmakuje. - I zanim mogłem zaprotestować, już odeszła w stronę kuchni.
- Cóż, wygląda na to, że będziesz miał dziś dwa posiłki - Szepnąłem do Eliana z lekkim, bezradnym uśmiechem.
<Towarzyszu? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz