niedziela, 30 listopada 2025

Od Eliana CD Serathiona

 Byłem zaskoczony, że Serathion sam zdecydował się na zjedzenie choć trochę. Tylko, jak to na niego zadziała? Nigdy nie widziałem, aby wampir jadł ludzkie jedzenie. Nigdy się z takim przypadkiem nie spotkałem. Obawiam się jednak, że jego organizm tego nie zaakceptuje i za kilka godzin może tego pożałować. Może następnym razem poproszę o posiłek do pokoju. Tam w spokoju będę mógł zjeść i jego, i swój posiłek... chociaż, to nawet trochę dla mnie za dużo. Nie będę jednak narzekał. Za kilka dni będzie mi tego brakować, dlatego muszę jeść, póki mogę i ile mogę. 
– Daj mi to – poprosiłem, na szybko zamieniając się z nim talerzem. Musiałem to zjeść szybko, tak, by Dona niczego nie zauważyła. Całe szczęście nie dała mu za dużo, i zupa, oczywiście wyborna, szybko zniknęła z miski. Szybciej, niż ktokolwiek by zauważył. Na powrót zamieniłem talerze, a następnie wytarłem usta serwetką. Mój panie, jak ta kobieta dobrze gotowała. Ja coś tam oczywiście zrobić potrafię, ale ona? Robiła czary z tak prostych składników. Zupełnie jak moja mama. Może dlatego trochę zbierałem się z tym, by zajrzeć tu kolejny. Ta kobieta budziła we mnie zbyt wiele bolesnych wspomnień. – W porządku? – zapytałem, przyglądając się mu z uwagą. 
– Na razie. Jak to będzie później wyglądać, nie jestem w stanie stwierdzić – odpowiedział zgodnie z prawdą. 
– Poraruję cię później kolejnym posiłkiem – obiecałem z łagodnym uśmiechem, którego nie odwzajemnił. Dlaczego? Potrzebował przecież tej krwi. A ja regeneruję się szybciej niż większość ludzi, chcę mu oddawać swoją krew, więc jestem idealnym wyborem. 
– Powinniśmy to zaprzestać – odpowiedział cicho, wpatrując się gdzieś w bok. Delikatnie zmarszczyłem brwi. Dlaczego? Coś się stało? 
– Coś wydaje mi się, że do tej rozmowy wrócimy w pokoju – odparłem, a w moim głosie, czy mi się to podobało, czy nie, słychać było zmartwienie. Co będzie jadł? Moja krew jest dla niego dobra. Wystarczy jej trochę, a już wygląda zupełnie inaczej. Czemu nie chce jej dalej pić? Codziennie, po troszku, i jakoś to będzie. 
– Wrócimy, na pewno... ale, co teraz? Dopiero co zszedłem na dół, i nie chcę tam wracać z powrotem – przyznał zgodnie z prawdą, za do byłem mu wdzięczny. 
– Domyślam się. Chciałem pokazać ci miasto, póki jest jeszcze spokojnie. Jutro szykuje się jakiś festyn, więc też możemy wyjść, jeśli będziesz na siłach. Jutro będzie mnóstwo ludzi, nie wiem, czy to nie będzie dla ciebie szok... no, ale zdecydujesz – tu mu posłałem lekki uśmiech. 
– Festyn? – powtórzył, delikatnie przekrzywiając okazję. – A co to takiego? 
– Taka rozrywka dla prostego ludu z różnych powodów, w zależności od regionu. Teraz będą świętować urodziny jakiegoś Boga, jeśli się nie mylę, i z tego powodu będzie mnóstwo atrakcji. A to będzie można wziąć udział w jakichś zabawach za symboliczną sumę, by wygrać jakąś pamiątkę, a to będzie mnóstwo straganów z jedzeniem, które przygotowuje się tylko w tym okresie... Zarabia na tym miasto, zarabiają na tym wszelkiej maści kucharze, gospodarze, no ale jest miło, wesoło, mnóstwo ozdób i haseł, że mamy siebie kochać i takie tam. Pożywka dla wampirów, dla mnie za duży tłok i kicz. Jednak, że to jest twój pierwszy raz w jakiejkolwiek większej metropolii, chciałby ci to pokazać. Jeśli zechcesz – wyjaśniłem spokojnie, dopijając swoje zioła. Normalni ludzie do takiego posiłku zamawiają piwo, grzane wino, no a ja najczęściej wodę, albo zioła. Alkohol źle mi się kojarzył. 

<Różyczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz