Coś tak podejrzewałem, że Dona nie da mu wyjść godnym, a ja nic nie mogłem na to poradzić. Z drugiej strony dobrze, że wyszedł, pokazał się, i że „coś zje“, chociaż i tak się pewnie się nasłucham, że mam go lepiej karmić. I ja naprawdę chcę go karmić więcej, tylko on co chwila się wzbrania.
– Niczego innego się nie spodziewałem – odpowiedziałem, nie spuszczając z niego wzroku. Jeszcze nie przyzwyczaiłem się do tego jego wyglądu... Niby niewielka zmiana, ale ten pazur, który zawsze miał, nagle go utracił. Najważniejsze, że może teraz być wśród ludzi, i nie musi się tam dusić na górze. A jak zjemy, albo raczej ja zjem, zabiorę go na miasto, niech trochę sobie pozwiedza.
– Ona zawsze jest... Taka? – zapytał, zerkając w kierunku lady.
– Taka opiekuńcza? Miła? Oj, tak. Bije od niej taka matczyna energia, co nie? – powiedziałem, uśmiechając się lekko. Trochę przypominała mi moją mamę, to ciepło w jej oczach, głosie... dobrze, że Lidia ma przy sobie kogoś takiego.
– Tak. Nie sądziłem, że będzie aż tak miła. Moje pierwsze wrażenie o jej osobie nie było najlepsze – przyznał zgodnie z prawdą.
– A czy o kimkolwiek miałeś dobre zdanie przy pierwszym spotkaniu? – spytałem rozbawiony, unosząc jedną brew. Do każdego i do wszystkiego był na nie. Dopiero z czasem trochę się przekonywał. Na to miejsce teraz reagował z grymasem, ale teraz chyba nawet się mu podoba. Gdyby się tu znalazł kilka lat temu, kiedy tym miejscem zajmował się mąż Dony, zdecydowanie by się mu tu nie spodobało. To dopiero była speluna. Teraz nie było może super wystawnie, ale było czysto, a i klientela też na poziomie była... Jeśli będę miał możliwość, z chęcią będę wracać do tego miejsca.
– Na swój, bo ja jestem idealny – odpowiedział z szerokim uśmiechem, a następnie poprawił swoje włosy. Zaraz jednak uśmiech nieco zbladł, a ja szybko dowiedziałem się, dlaczego. W naszą stronę zmierzała Lidia, z naszymi zamówieniami.
– Proszę, placki z mięsem – uśmiechnęła się do mnie ładnie. – I zupa krem z marchewki. Smacznego – kiedy zwracała się do Serathiona, jej ton głosu się trochę zmienił. Dalej był przyjazny, ale jednak trochę był inny.
– Ale mnie ona wkurza – odpowiedział, mrużąc oczy, kiedy Lidia się oddaliła. – Widzisz, jak ona się do ciebie szczerzy? Nachyla, żebyś mógł spojrzeć jej w cycki? Ugh, okropna jest – syknął, zaciskając dłonie w pięści. Nie rozumiałem, czemu aż tak był zazdrosny akurat o nią. I nieważne, co powiem, to mu nie mija. Dlaczego? Przecież teraz może przy mnie być, może jej już pokazać, że jestem jego... Co jeszcze robię nie tak?
– Naprawdę? Nie zauważyłem. Mam przed sobą piękną Różyczkę, i tylko jej poświęcam uwagę – odpowiedziałem spokojnie, zabierając się za jedzenie, które przyjemnie pachniało i zachęcało do skosztowania.
<Różyczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz