W moje oczy od razu rzuciła się jego dłoń; smukłe, blade palce były w czerwonych bąblach, co tak strasznie kontrastowało od reszty. Widząc mój wzrok schował je za siebie, a ja nie dopytywałem. Wczoraj dobrze sobie pojadł, prędzej czy później nie pozostanie po nich żadnego śladu.
– Znalazłem to – odpowiedziałem, wyciągając zza pazuchy zerwane ogłoszenie. – Było przypięte do drzewa na gościńcu, i tak co kilkadziesiąt metrów.
– Wielkie polowanie na wampiry? – przeczytał, biorąc ulotkę w swoje dłonie.
– Opłacane ze skarbca króla. W teorii. Pieczęć jest podrobiona – dodałem, idąc za nim ciemnym korytarzem. Niczego nie szukałem, a i tak udało mi się coś znaleźć.
– Zastanawiam się, co oni chcą tym ugrać – delikatnie zmarszczył brwi.
– Może liczą, że trzy czwarte z tych idiotów zdechnie w trakcie najazdów, a z resztą może podzielą się złotem, które zdobędą z takich skrytek, jak twoja. Zastanawia mnie jedna rzecz, czemu kazali mi cię schwytać. Początkowo zakładałem, że sami chcieli się na tobie zemścić, ale patrząc na to, że zbierają armię, by was wszystkich wypalić, zemsta na jednym zawadzającym gówniarzu nie ma sensu. Nie chcesz się może ze mną czymś podzielić? – spytałem, unosząc jedną brew.
– Nie mam czym. Też nie wiem, dlaczego zdecydowali się na taki ruch – odpowiedział, wzruszając ramionami. Coś mi jednak w tym nie pasowało... Oby tylko informacje, które trzyma dla siebie, nie zaszkodziły nam w przyszłości. – Mam mapy, które powinieneś przejrzeć.
– Za niedługo się tym zajmiemy – odpowiedziałem tylko. Wpierw musiałem zabrać się za kąpiel, zdecydowanie potrzebuję kąpieli po ostatnich wydarzeniach. I śniadanie, muszę coś zjeść, jestem strasznie głodny.
– Za niedługo? A co, teraz masz niby lepsze rzeczy do roboty? – spytał, prowadząc mnie do mojej sypialni. Albo naszej sypialni, jeszcze nie wiem, jak to określić, zauważyłem, że lubi tu spędzać trochę czasu.
– Kąpiel. I śniadanie – powiedziałem krótko, grzebiąc w torbie po nowe ubrania. Te, co mam na sobie, bym przy okazji wyprał... trochę kleją się od krwi.
– Nie najgorszy pomysł. Kąpiel faktycznie by ci się przydała. Śmierdzisz jak pies – uśmiechnął się do mnie złośliwie, wbijając we mnie drobną szpileczkę.
– A ty, o dziwo, po wczorajszej nocy pachniesz wyjątkowo dobrze. Nie sądziłem, że moja sperma ma na ciebie taki dobry wpływ – odbiłem piłeczkę, posyłając mu gorzki uśmiech. Nie, żeby wcześniej bardzo śmierdział, ku mojemu zaskoczeniu nie wydalał z siebie tego specyficznego zapachu trupa jak inne wampiry, ale po wczorajszym... sam nie wiem. Jest z nim jeszcze lepiej.
<Wampirze? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz