wtorek, 11 listopada 2025

Od Serathiona CD Eliana

 Cóż, kiedy moje chodzące poidełko zniknęło mi z oczu, pozostawiając mnie samego w tej cichej pustce, postanowiłem zajrzeć do pokoju ojca. To właśnie tam, od zawsze, spoczywały stare mapy miasta, pożółkłe, przesiąknięte zapachem kurzu i tajemnic. Dzięki nim znałem jego zakamarki lepiej niż niejeden mieszkaniec. Wiedza ta była moją bronią i sekretem, którego nikomu nie zdradzałem. A skoro teraz byłem sam, bez celu i zajęcia, pozwoliłem sobie utonąć w tych kartach papieru, przeglądałem mapę za mapą, jakby każda z nich była wspomnieniem minionych lat. Na chwilę zapomniałem o świece, skupiając się na pracy.
- No proszę… nie wiedziałem, że masz tu swoją tajemną komnatę draniu - Mruknąłem do siebie, unosząc głowę, gdy nagle poczułem obcy zapach unoszący się w powietrzu. Był nieznajomy, ostry, jakby z zewnątrz, zbliżał się do mojego zamku.
Natychmiast schowałem wszystkie mapy do szuflady i wtopiłem się w cień. Ciemność była moim sprzymierzeńcem. Obserwowałem uważnie każdy ruch, każdy dźwięk, czując jak napięcie rośnie z każdą sekundą.
Kolejny raz ktoś śmiał wejść do mojego domu. Do mojego skarbca. Myśleli, że mogą tu bezkarnie grzebać, kraść to, co moje? Naiwni. Nie, na to nikomu nie pozwolę.
W ciszy patrzyłem, jak młodzieńcy wchodzą ostrożnie do środka, ich światła przecinały ciemność niczym ostrza. Byli zbyt pewni siebie. Nie wiedzieli, gdzie trafili i co ich tu czeka.
Uśmiechnąłem się pod nosem. Pora na zabawę...
Nie zabiję ich, nie, śmierć to zbyt brutalne zakończenie. Ale sprawię, że zapamiętają tę noc na zawsze. Sprawię, że nigdy więcej nie odważą się przekroczyć progu moich drzwi.
Dzieciaki doznały czegoś w rodzaju przerażenia i pokory, nie odważyły się zbliżyć do skarbca. Słyszałem ich piskliwe krzyki, przeprosiny i błagania, które tylko podkręcały mój apetyt na rozrywkę. To było przecież takie… miłe, takie fantastyczne, pognębić kogoś, nawet jeśli byli to tylko młodzi chłopcy, pragnący jedynie zabawy. W myślach jednak przyznawałem, że gdybym był innym człowiekiem, a raczej innym wampirem, bardziej brutalnym, mógłbym pójść o krok dalej. Na szczęście ich szczęście, albo i nie tak się nie stało.
W końcu chłopcy wybiegli, drzwi otworzyły się na oścież i nagłe światło słoneczne wdarło się do wnętrza, ostro tnąc mrok. Gdy promienie trafiły w moją dłoń, poczułem piekący ból, cofnąłem się odruchowo i skryłem znów w cieniu, jak kot w swojej norze.
- A im co się stało? - Usłyszałem głos Eliana. Wrócił zdecydowanie za szybko, wszedł lekko zadyszany, ominął resztę towarzystwa i zamknął za sobą ciężkie, drewniane drzwi. Jego sylwetka zarysowała się na tle słabego światła korytarza, a w oczach miał ciekawość.
Stałem w cieniu, ciemność była moim schronieniem. Na dźwięk jego pytania wzruszyłem ramionami, nie chcąc zdradzić za wiele.
- A kto to wie. Weszli tam, gdzie nie powinni - Odpowiedziałem sucho. - Mają za swoje. - Podeszłem nieco bliżej, wyłaniając się z mroku, by przyjrzeć mu się uważniej. Elian stał w progu, jego twarz jeszcze rozświetlona resztkami światła z korytarza.
- Udało ci się coś załatwić? - Zapytałem, starając się, by głos brzmiał obojętnie. - Czegoś się dowiedziałeś? - Przyglądałem mu się uważnie, czyżby aż tak się za mną stęsknił? 

<Elian? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz