wtorek, 11 listopada 2025

Od Eliana CD Serathiona

 Na jego słowa powoli pokiwałem głową. Więc przez piwnicę... Powiedzmy, że pokonamy strażników. I co dalej? Musimy się jakoś przedostać do środka rezydencji. Byłem raz w gabinecie głowy domu. Pierwsze piętro, zachodnia część... A w pobliżu gdzieś na pewno muszą być sypialnie. Czy jednak wejście do środka nie będzie zbyt ryzykowne? Czy nie powinniśmy czekać na okazję? Z drugiej strony, jakbym miał taką armię na podwórku, nie chciałbym opuszczać takiego przybytku. 
– Wątpię, by ci strażnicy byli dla nas problemem. Do piwnicy się przedostaniemy, stamtąd rezydencji... i co dalej? Ochroniarzy w domu też może mieć mnóstwo. Dobrze by zrobić rozeznanie – mówiłem spokojnie, przeczesując dłonią opadające mi do oczu włosy. 
– A jak chcesz to zrobić? Ja odpadam, a twoja facjata jest zbyt charakterystyczna – powiedział, zajmując miejsce obok mnie. 
– Przy odrobinie szczęścia zmierzają do nich kolejne grupy najemników. Istnieje wysokie prawdopodobnie tego, że jeden z nich za garść monet sprzeda nam wszelkie informacje o rozstawieniu strażników i zmianach warty, i jeszcze dorzuci przy tym własną matkę – odparłem, odrzucając na bok kołdrę i nie przejmując się tym, że w sumie nie mam nic na sobie. Nie mam się czego wstydzić, moje ciało nie jest jakieś złe, a sądząc po jego spojrzeniu, bardzo się mu podoba. 
– Mamusią musisz być bardzo zainteresowany. Na pewno okaże się lepsza niż twoja – uśmiechnął się głupkowato, ale na tę odzywkę nie miałem ochoty odpowiadać. Nie ważne, czym by się nie zajmowała, kochała mnie, i chciała dla mnie jak najlepiej. I tego nikt nigdy nie zmieni. 
– Do gospody przejdę się bardziej na wieczór, rankiem nie ma to sensu. Do tego czasu znajdę sobie jakieś zajęcie – odpowiedziałem, całkowicie olewając jego poprzednie słowa. Mnie może sobie obrażać, ile tylko chce, ale z czegoś takiego zwyczajnie nie potrafię żartować. Nie, kiedy wiem, ile dla mnie poświęciła. – Postaraj się nie spalić do czasu mojego powrotu. 
– Będę z niecierpliwością czekał, aż mój strumyczek do mnie wróci – byłem tyłem do niego, ale wyczułem, jak się uśmiechał. Ubierając spodnie poczułem na swoich plecach jego zimne palce; opuszkami palców przesuwał po miejscach, gdzie jeszcze wczoraj je drapał. 
– Już chętny na powtórkę z rozrywki? – rzuciłem z przekąsem, zerkając na niego kątem oka. 
– Może... musisz się jeszcze wiele nauczyć, byś mnie satysfakcjonował – powiedział nonszalancko. 
– Nie na wszystkim się znam, ale twoje jęki uświadomiły mnie w przekonaniu, że podaszikem sobie całkiem nieźle – posłałem mu drwiący uśmieszek. Co jak co, ale czułem się całkiem dobrze po wspólnej nocy, i też pomimo dwóch ugryzień. Dziwne to było uczcie. Nietypowe. Przyjemne. Myślę, że chyba mógłbym to powtarzać, od czasu do czasu. – Do zobaczenia później – dodałem, zarzucając na swoje ciało koszulę, by tak nie świecić gołą klatą. Najpierw ćwiczenia, potem kąpiel, następnie śniadanie, a później... cóż, może sobie pochodzę po tym miejscu? Warto poznać miejsce, w którym będę przez chwilę mieszkał.

<Wampirku? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz